
Łowcy SkórekŁowcy skórek”
Łowcy Skórek
Wydarzenie miało miejsce 19 sierpnia 2011.
Pani H. poczuła się źle. Do tego stopnia, że przerażony mąż poprosił ochroniarzy domu o wezwanie pogotowia. Państwo N. mieszkają w Warszawie i są obywatelami Wietnamu. Nie mówią dobrze po polsku. Pan H. przebywa w Polsce legalnie od kilkunastu lat. Pracuje w firmie odzieżowej. Oboje płacą podatki i wysokie składki ubezpieczeniowe, które pozwalają im na korzystanie z publicznej opieki zdrowotnej.
Pogotowie przyjechało, można powiedzieć w normalnym czasie. Uprzejmy ratownik zapytał pana H. czy mówi po polsku. I do tej pory wszelkie znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały mającego nastąpić „drobnego zgrzytu” w wydawałoby się profesjonalnym działaniu pogotowia.
Ogłupiały całą sytuacją pan H. wydukał po polsku, że tłumacz pojawi się w szpitalu.
No tak,… odpowiedział ratownik, ale usługa transportu pacjentki kosztuje 250 zł. i ta płatność jest poza ubezpieczeniem.
Pan H. patrząc na cierpiącą żonę, a za chwilę na dwóch mężczyzn w czerwonych kubraczkach wpatrujących się w jego portfel, nie wahał się ani chwili. Cała kwota trafiła w ręce ratownika. Nie trudno się domyśleć, że pokwitowania pan H. nie otrzymał.
Pogotowie zabrało pacjentkę do Szpitala Wolskiego. Pan H. pojechał do szpitala własnym samochodem. W szpitalu czekała na niego tłumaczka. Od niej dowiedział się, że ratownik nie miał prawa wziąć 250 zł za usługę transportu. Potwierdziły to pielęgniarki i lekarz dyżurny Szpitala Wolskiego. Po tym jak stan żony ustabilizował się, emocje ustąpiły, panu H. wrócił rozum w analitycznej postaci.
Indagowane na tę okoliczność pielęgniarki nie wiedziały, której załogi pogotowia może dotyczyć zdarzenie. Lekarz dyżurny stwierdził, że „oni” są z Meditransu, ale nikt mu w tej kwestii nie pomoże. Jedyne co może zrobić lekarz dyżurny to wydanie ksera kopii karty wezwania, a sprawę rozwiązać należy we własnym zakresie. Nic nie poradzi na to, że w służbie zdrowia pracują źli ludzie.
Zrezygnowany pan H. spoczął przy szpitalnym łóżku swojej żony. Łóżko pani H. stało na korytarzu. Pan H. kątem oka dostrzegł przemykającą czerwona postać, która wydała mu się dziwnie znajoma.
Rozpoznał ratownika, który wziął od niego pieniądze i zażądał natychmiast ich zwrotu. Ratownik odprowadził pana H. na stronę i obiecał zaraz wrócić z pieniędzmi. W ustronnym miejscu pod szpitalnym drzewem przedstawiciel służby zdrowia zwrócił panu H. 250 zł.
Jaki z tego morał?…..nie ma morału. Jeszcze kilka lat temu, jeśli ktoś miał naprawdę pecha pośród załóg pogotowia można było trafić na tzw. „Łowców skór”, ale jak nazwać tych z Meditransu? „Łowcy skórek”?
autor: Fik






