Wrzesień 01 2011

Łowcy Skórek

Taggi : , , , ,

Łowcy Skórek

Łowcy SkórekŁowcy skórek”

Łowcy Skórek

Wydarzenie miało miejsce 19 sierpnia 2011.

Pani H. poczuła się źle. Do tego stopnia, że przerażony mąż poprosił ochroniarzy  domu o wezwanie pogotowia. Państwo N. mieszkają w Warszawie  i są obywatelami Wietnamu. Nie mówią  dobrze po polsku. Pan H. przebywa w Polsce legalnie od kilkunastu lat. Pracuje w firmie odzieżowej. Oboje płacą podatki i wysokie składki ubezpieczeniowe, które pozwalają im na korzystanie z publicznej opieki zdrowotnej.

Pogotowie przyjechało, można powiedzieć w normalnym czasie. Uprzejmy ratownik zapytał  pana H. czy mówi po polsku. I do tej pory wszelkie znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały mającego nastąpić „drobnego zgrzytu” w wydawałoby się profesjonalnym działaniu pogotowia.

Ogłupiały całą sytuacją pan H. wydukał po polsku, że tłumacz pojawi się w szpitalu.
No tak,… odpowiedział ratownik, ale usługa transportu pacjentki kosztuje 250 zł.  i ta płatność jest poza ubezpieczeniem.

Pan H. patrząc na cierpiącą żonę, a za chwilę na dwóch mężczyzn w czerwonych kubraczkach wpatrujących się w jego portfel, nie wahał się ani chwili. Cała kwota trafiła w ręce ratownika. Nie trudno się domyśleć, że pokwitowania pan H. nie otrzymał.
Pogotowie zabrało pacjentkę do Szpitala Wolskiego. Pan H. pojechał do szpitala własnym samochodem. W szpitalu czekała na niego tłumaczka. Od niej dowiedział się, że ratownik nie miał prawa wziąć 250 zł za usługę  transportu. Potwierdziły to pielęgniarki i lekarz dyżurny Szpitala Wolskiego. Po tym jak stan żony ustabilizował się,  emocje ustąpiły, panu H. wrócił rozum w analitycznej postaci.

Indagowane na tę okoliczność pielęgniarki nie wiedziały, której załogi pogotowia może dotyczyć zdarzenie. Lekarz dyżurny stwierdził, że „oni” są z Meditransu, ale nikt mu w tej kwestii nie pomoże. Jedyne co może zrobić lekarz dyżurny to wydanie ksera kopii karty wezwania, a sprawę rozwiązać należy we własnym zakresie. Nic nie poradzi na to, że w służbie zdrowia pracują źli ludzie.

Zrezygnowany pan H. spoczął przy szpitalnym łóżku swojej żony. Łóżko pani H. stało na  korytarzu. Pan H. kątem oka dostrzegł przemykającą czerwona postać, która wydała  mu się dziwnie znajoma.
Rozpoznał ratownika, który wziął od niego pieniądze i zażądał natychmiast ich zwrotu. Ratownik odprowadził pana H. na stronę i obiecał zaraz wrócić z pieniędzmi. W ustronnym miejscu pod szpitalnym drzewem przedstawiciel służby zdrowia zwrócił panu H. 250 zł.
Jaki z tego morał?…..nie ma morału. Jeszcze kilka lat temu, jeśli ktoś miał naprawdę pecha pośród załóg pogotowia można było trafić na tzw.  „Łowców skór”, ale jak nazwać tych  z Meditransu?  „Łowcy skórek”?

autor: Fik

Luty 25 2011

WIELKI NARODOWY QUIZ – ODGADNIJ NAZWISKO TAJNEGO WSPÓŁPRACOWNIKA

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

WIELKI NARODOWY QUIZ – ODGADNIJ NAZWISKO TAJNEGO WSPÓŁPRACOWNIKA

Stwierdziliśmy w redakcji Brukowca –Story , że wałkowanie tematu Andrzej Wajda może wzbudzać u naszych czytelników niepożądane ruchy spastyczne, co gorzej zachowania określane z angielska vomit.

Nie chcąc narażać 762 fanów i  masę „wolnych czytelników” naszych „blogów śmierci” na zbyt długie obcowanie  z Wielką Postacią Narodowej Kinematografii….

Rozpoczynamy  Wielki Narodowy QUIZ.

Zabawa polega na odgadnięciu imienia i nazwiska twórcy  filmowego, a za chwilę pracowników telewizji i innych grup i środowisk po pseudonimie tajnego współpracownika.

Bawcie się dobrze.

Czekamy na w Wasze typy. Szczęśliwemu zwycięzcy ufundowaliśmy nagrodę – tygodniowy pobyt w archiwum IPN w dowolnej delegaturze III RP / bez all exlusive /

Oto pierwszy konkurs!!!

Kategoria Film Polski

Proszę zgadnąć do jakich filmowców należą pseudonimy:

„HANKA” -

„JEŻ” – JERZY LIPMAN LIPIŃSKI

„J”-       JERZY LIPMAN LIPIŃSKI

„STEFANIA”-

„ŚMIAŁY” III-

„JULIUSZ”-

„JO”-

„IRENA”-

„BLASK”-

„HENRI”-

„PRZYJACIEL”-

Do Andrzeja Wajdy będziemy wracać…

OGLĄDAJCIE ZAKAZANY FILM PRZEZ WAJDĘ “OPERATOR’  – PÓŁKOWNIK W TVP

Lipman1Lipman2

Luty 23 2011

Jerzy Lipman donosi na Andrzeja Wajdę

Taggi : , , , , , , , , , , ,

Jeden z pierwszych donosów tw.Jeż / Jerzy Lipman/ na Wajdę. Studiowali razem w Szkole Filmowej.

Tak Lipman widział swojego najlepszego przyjaciela:

Doniesienie agenturalne 16.10.50 r

Wajda Andrzej jest studentem II r wydz. realizatorskiego PWSF. Wraz z Nałęckim przyjechał z Krakowa z ASP gdzie był członkiem prezydium ZU ZAMP i gdzie wstąpił jako kandydat do PZPR. Jest serdecznym przyjacielem Nałęckiego i pod jego wpływem. Aktywnie nie pracuje i mniej jest wyrobiony politycznie od Nałęckiego. Na terenie szkoły nie należy do Partii, gdyż dotychczas nie przyszły jego papiery z Krakowa. Przez lato był razem z Nałęckim w Łagowie. Utrzymuje kontakt z tymi samymi ludźmi co Nałęcki. O jego osobistym obliczu politycznym trudno jest coś powiedzieć, gdyż jest wyrazicielem poglądów Nałęckiego. „Jeż”

Zadanie: Ustalić pobyt ich w czasie okupacji / Nałęckiego i Wajdy/ ich rodzaj pracy, przynależność do organizacji; oraz miejsce praktyki w czasie ferii letnich 1950 r

Kutz w berecie, Lipman za kamerą, Wajda z prawej w ciemnych okularach

Mafia filmowa

Luty 19 2011

Wajda odsyła na półkę świetny film “Operator”

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Wajda, Hoffman i Kutz – baronowie polskiego filmu blokują film dokumentalny pt.”OPERATOR”.

Andrzej Wajda

Dokument został zrealizowany na zamówienie Redakcji  Widowisk Artystycznych  Programu 2  TVP S.A. Jest to  pierwsze takie dzieło traktujące o środowisku polskich filmowców. Wajda, Hoffman,Kutz grożą autorom filmu i TVP procesami w przypadku, gdyby ich wypowiedzi na które wyrazili wcześniej zgodę, znalazły się w nim. “OPERATORA” oprotestowała też wdowa po  Jerzym Lipmanie, bohaterze filmu nie zgadzając się na realizację jego biografii. Lipman to niezwykła i barwna postać w historii polskiej kinematografii, był współautorem sukcesów Wajdy, Polańskiego, Hoffmana, Kutza, Kawalerowicza i Munka.

Historia ubecko – esbeckich wątków z życia Lipmana opowiedziana w filmie jest pretekstem do pokazania innego oblicza środowiska filmowego w PRL.

Jerzy Lipman

“Operator” to kolejny film, którego może nie zobaczy szersza widownia. Komu zależy na zakłamaniu prawdy o tamtych czasach.

OGRANICZANIE WOLNOŚCI SŁOWA W POLSCE: TO JUŻ NIE WALKA POLITYCZNA – TO ZAMACH NA DEMOKRACJĘ

Domagajmy się prawdy.
A tu znajdziecie zwiastun dokumentu  “Operator” – reż Maciej Jaszczak

Maj 14 2010

Czego Bartyzel zazdrości muzułmanom?

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , ,

Czego Bartyzel zazdrości muzułmanom?

muslim-woman-stoned-to-death-for-adulteryOdpowiedź jest prosta: tego, że “potrafią bronić tego, co uważają za
prawdę” (”Rzeczpospolita” z 26.02.2010). Dalej Bartyzel posuwa się
jeszcze dalej: chrześcijaństwo też potrafiło się w przeszłości w ten
sposób bronić. W przeszłości, jeśli nie sam bluźnierca, to przynajmniej jego dzieło płonęło na stosie. Aż słychać nutkę lirycznej tęsknoty Pana-Historyka-Myśli-Politycznej, by przywrócić palenie bluźnierców na stosie, a metody, które stosują muzułmanie w stosunku do niewiernych i bluźnierców (kamienowanie, wieszanie, wysadzanie się w powietrze wśród niewiernych itp.) wprowadzić i u nas! Brawo, UMK! Pan Bartyzel albo jest pożytecznym idiotą, albo ukrytym muzułmaninem, albo zgorzkniałym i poddającym się Europejczykiem, który zapomniał już, że nie raz, ale kilka razy dawaliśmy skuteczny odpór Saracenom.

muslim-swimming-with-his-wife

Czemu mamy nie dać i tym razem? Wystarczy miliard Chińczyków i tyle samo Hindusów plus polska husaria, i nawet hurysy im nie pomogą!

Dalsza część artykułu, autorstwa pana Bartosza Marca, jest znacznie ciekawsza. Gwoli ścisłości jednak: fatwa to nie tyle wyrok śmierci, co orzeczenie o charakterze prawno-religijnym, co nie zmienia faktu, że akurat ta fatwa nakazuje każdemu muzułmaninowi likwidację Rushdiego. Książka Rushdiego, delikatnie rzez ujmując, prowokuje. Prowokuje do myślenia oczywiście. Z tym jednak dość spora część z 1,3 mld muzułmanów ma problemy. Oni zamiast myśleć wolą okazywać czynną nienawiść w obronie człowieka, który bał się psów, a który dogadzał sobie na wszelkie możliwe sposoby usprawiedliwiając to wersetami objawionymi przez Allacha.

muslim-girl-in-refugee-camp-banda-aceh

“Problem” Rushdiego polega na tym, że tak naprawdę zrobił to, co powinien: opisał islam taki, jakim jest. Takim, jaki sam go poznał. Bezduszną, faszystowską ideologią, która ciemięży masy ludzi od ponad 1300 lat. Trzeba pamiętać, że jeśli dzisiaj zdarzają się cały czas często małżeństwa 60-letnich muzułmanów z 8-letnimi muzułmankami, to dlatego, że założyciel tej religii nie gardził sześcioletnimi “hurysami” już tu na ziemi, wycofywał się z objawień, które wcześniej “otrzymywał” (tytułowe “szatańskie wersety”) oraz stosował terror wobec inaczej-niż-on-myślących.

To są fakty spisane przez samych muzułmanów jako “chwalebne czyny Proroka” w jego wczesnych biografiach! Ci, którzy nie boją się myśleć, a je czytają, wyciągają z tego właściwe wnioski, przepełnieni obrzydzeniem. Grono tych ludzi, z pochodzenia muzułmanów, powiększa się na Wschodzie każdego dnia: Wafa Sultan, Ghada Jamsheer, Magdi Allam, Irshad Manji, Taslima Nasreen to tylko niektórzy, obok Salmana Rushdiego, którzy odważyli przeciwstawić się islamofaszyzmowi. Którzy nie boją się myśleć i walczyć o wolność słowa. Prawdziwy muzułmanin, zanim pokaże swoją prawdziwą twarz, najpierw przez całe lata (dziesięciolecia) potrafi udawać dobrego obywatela.

brooks_veil

Ostatnio dowiedzieliśmy się znienacka, że w Warszawie budują meczet. Odbyło się spotkanie przed kamerami (miała być debata) Samira Ismaila prof. Wolniewicza i pewnej pani redaktor (wybaczcie, nie pamiętam, jak się nazywała). Podczas rozmowy “elokwentna” pani redaktor stwierdziła, że większość muzułmanów nie jest terrorystami.

Skąd ona ma takie informacje? A jakby okazało się odwrotnie, to co? A ci, którzy milcząco popierają terroryzm, to nie są terroryści? Mało już zamachów z powodu tej “garstki” terrorystów? Dosyć tego! Polityczny idiotyzm (czyli poprawność), lewactwo i cwaniactwo już dosyć zrobiły w Europie. Nadszedł czas na takich ludzi jak Geert Wilders, którzy co noc śpią gdzie indziej z powodu zagrożenia ze strony “pokojowo” nastawionych wyznawców Mahometa, ale którzy nie dali się zakneblować!

Bartyzelom i spółce dziękujemy!

Maj 05 2010

Ponury chichot Putina

Taggi : , , , , , , ,

putinczapaDzisiejszy odcinek to tłumaczenie art. rosyjskiego komentatora Georgija Gorfina. Ten tekst ktoś próbował umieszczać na stronie Salonu 24, administrator skutecznie go kasował. Ktoś w końcu wysłał go do nas jako wiadomość – z linkiem do oryginału. Przerażający tekst. Przeraża żelazną logiką, popartą wiedzą o putinowskiej Rosji, o putinowskich realiach. Przeczytajcie zresztą sami…

Dawid
http://www.rupor.info/analitika/2010/05/01/v-ubi…

“W zabójstwie Lecha Kaczyńskiego widać styl Putina”

Teraz, gdy ciała Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego współtowarzyszy spoczywają w ziemi, najwyższy czas, aby wymienić tych, którzy zorganizowali katastrofę samolotu, dobijanie w miejscu upadku samolotu ocalałych Polaków i nieustannie dezinformują światową społeczność co do wyników tak zwanego „śledztwa”. Wiadomo, że „śledztwo” katastrofy przebiega pod kierownictwem tych samych osób, które zorganizowały rozbicie się samolotu i posłały komandosów do „oczyszczenia terenu” z tych, którzy przeżyli. Wiadomo, jakie będą „wyniki śledztwa” przeprowadzonego przez osoby, których głównym zadaniem jest zatarcie śladów zbrodni. Gdy ci sami zabijają i ci sami prowadzą śledztwo, sprawcy zazwyczaj pozostają niewykryci. Jednakże istnieje światowa społeczność. Potomek jednego z naszych kolegów znajdował się na stanowisku, przez które przechodziło duża ilość pierwotnych informacji z miejsca katastrofy. Wiele szczegółów znamy z pierwszej ręki. Porównanie tekstów rosyjskiej propagandy z materiałami pochodzącymi ze źródeł pierwotnych umożliwia wniesienie poprawek do powszechnie znanych informacji. Niech będzie to naszym wkładem w śledztwo jednej z najbardziej bezczelnych zbrodni 21 wieku. Poprawka pierwsza. Powszechnie wiadomo, że od pierwszych minut po katastrofie zamiast informacji płynących z lotniska „Północne”, w eter poszła pośpiesznie sklecona dezinformacja kiepskiej jakości.
Dezinformowano dokładnie o wszystkim, co się działo naprawdę. O gęstości mgły, o dźwiękach, jakie słyszeli spotykający. O czterech podejściach do lądowania. O rzekomym rozkazie samego Kaczyńskiego posadzić samolot w Smoleńsku. O tym, że w ten sam sposób omal nie doprowadził do rozbicia samolotu w Gruzji. O zachowaniu różnych służb oraz rzekomej „barierze językowej”. O tym, o czym naprawdę zeznawali miejscowi mieszkańcy, przede wszystkim lotnicy i pracownicy lotniska. O każdy drobiazg.

Mieliśmy możliwość odtworzenia procesu powstawania czekistowskiego kłamstwa w trybie on line. Wyraźnie zarysowały się dwie tendencje. Jedna polega na przeinaczaniu wiadomości tak, że dane wyjściowe stają się zupełnie różne od danych wejściowych. Często są wręcz przeciwieństwem informacji, która rzekomo była podstawą ogłoszonych oficjalnych komunikatów.

Zestawienie wiadomości na wejściu i wyjściu w trybie online pozwala na stwierdzenie, że wszystkie materiały bez wyjątku były poddawane przeróbce według jednej konkretnej „odgórnej” wytycznej. Taka przeróbką zajmowali się nie tylko dziennikarze poszczególnych czasopism (choć oni także), ale przede wszystkim oficjalne rosyjskie agencje informacyjne.

Wszystkie rosyjskie agencje informacyjne i mass media – „przekaziory” musiały przekonać swoich czytelników, słuchaczy i widzów, że „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.
Drugą tendencję tworzenia czekistowskiego kłamstwa w trybie online można określić następująco: na wejściu całkowity brak jakichkolwiek informacji z miejsca zdarzenia. Natomiast na wyjściu – niewiadomo skąd pojawiają się „wiarygodne wiadomości”, w tym rzekome informacje z ostatniej chwili z miejsca katastrofy. Informacje te oczywiście nie pochodzą z miejsca upadku samolotu. Chyba nie ma potrzeby wyjaśniać, że najczystsze wymysły na wyjściu preparowano według wspomnianej już dyrektywy – „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.

Z pierwszej poprawki wynika, że wytyczna, według której zbierano się do kłamania po katastrofie, została opracowana jeszcze przed rozbiciem samolotu Lecha Kaczyńskiego. Natomiast zamieszanie i rozbieżności były spowodowane przede wszystkim przesadnym wysiłkiem kremlowskich propagandystów, którzy starali się ze wszystkich sił, by skłamać jak najbardziej wyraziście i przekonująco.

W pierwszych minutach zdarzenia nie mogą pojawiać się jasne i jednoznaczne informacje. Dla porównania przypomnijmy sobie przynajmniej jeden przykład, jak zachowują się kremlowskie agencje informacyjne i mass media, gdy nie ma żadnej zawczasu przygotowanej wytycznej. Gdy zmarł pierwszy prezydent Rosji Borys Jelcyn, wszystkie rosyjskie mass media przez kilka godzin milczały, jakby wepchnęły języki w jedno miejsce. Wszystkie duże zachodnie już dawno ogłosiły tę wiadomość, gdy na Kremlu dopiero opamiętano się i wydano wskazówkę, jak i co ogłaszać.
Po katastrofie samolotu Lecha Kaczyńskiego wskazówka „jak i co ogłaszać” pojawiła się od razu. Oznacza to, że były osoby odpowiedzialne, które zawczasu wiedziały, że samolot spadnie.

Poprawka druga. Nasi eksperci obejrzeli wszystkie dostępne materiały wideo i doszli do następującego wniosku. Nawet gdyby straż pożarna w ogóle nie przyjechała i wszystkie te fragmenty samolotu, które żarzyły się w pierwszych minutach filmowania (materiał wideo Andrieja Mienderieja), spłonęły całkowicie, nie mogło być mowy o żadnych „dwudziestu nierozpoznawalnych zwłokach”. Nawet przy tym stromym stopniu kątowym, pod jakim zwalono samolot prezydenta Polski.

Nie mówiąc już o tym, że pożar szybko zgaszono (widać to na późniejszych zdjęciach tych samych fragmentów samolotu) oraz że traf chciał, iż większość „nierozpoznawalnych” to wojskowi i ochroniarze prezydenta. Nie da się zwrócić bliskim ciała „ofiary katastrofy lotniczej” z rosyjską kulą w głowie, jak w 1940 roku.

Takie zwroty jak „uspokój się!”, „nie zabijajcie nas!”, „patrz mu w oczy!”, „dawaj pistolet!” w języku polskim mogły zostać wypowiedziane tylko przez pasażerów samolotu. Natomiast komenda w języku rosyjskim: „Wszyscy z powrotem, wychodzimy stąd!” mogła być oddana przez dowódcę oddziału specjalnego, który rozstrzeliwał rannych Polaków.
O innych momentach w filmie nawet nie ma co mówić. Kto jeszcze wczesną wiosną – 10 kwietnia, rankiem, mógł stać w samej białej koszuli w zimnych smoleńskich lasach, obok samolotu, który przed chwilą runął, oprócz członka załogi? Inne znane i bezpośrednie dowody Katynia – 2 każdy zdrowy człowiek może zobaczyć sam.

Putin i Tusk
Swoją drogą, nasz kolega – w przeszłości starszy oficer oddział specjalnego Ministerstwa Obrony, twierdzi, że po zawaleniu operacji (wideo, które zdążył sfilmować Andriej Mienderiej) jej wykonawcy już nie żyją. Tak samo jak i strzelcy drugiego eszelonu – ci, którzy brali udział w likwidacji nieudolnego oddziału specjalnego.

Polacy, którzy przeżyli katastrofę, zrozumieli, że komandosi „w czarnych ubraniach” (w filmie) przyszli ich zabić i odstrzeliwali się. To słychać w filmie. Wykonawcy dyspozycji Putina „pracowali” z tłumikami. Ale nagranie wideo z dźwiękiem i widokiem zarówno atakujących jak i ocalałych zdemaskowało wszystkie ich wybiegi.

Dlatego jedne „rosyjskie osoby oficjalne” przez dwa tygodnia nie mogą podrobić treści „czarnych skrzynek”, a drugie, pojąwszy, że sprawa pali się, puściły do mass mediów balon próbny na temat „kaukaskiego śladu” w rozbiciu się samolotu prezydenta Polski. Ciąg dalszy nastąpi, rosyjskie i polskie „osoby oficjalne” dopiero rozpędzają się. Jednakże nie zdołają już zatrzeć śladów.

Z drugiej poprawki dochodzimy do wniosku, że „oficjalne dane” na temat „materiału genetycznego” zamiast ciał 21 Polaków nie są zgodne ze stanem szczątków samolotu. Oznacza to, że zginęli z innej przyczyny. Przyczynę tę wyjaśnia film Andrieja Miendierieja. Poprawka trzecia. Wszyscy eksperci jednogłośnie przytoczyli paralelę z niedawnego upadku samolotu przy lądowaniu na lotnisku Domodiedowo w Moskwie. Ale warunki tam były zupełnie inne. Załoga samolotu Ту-204 lecącego z Egiptu była na nogach od wczesnego ranka, czyli prawie całą dobę. Po odlocie z Moskwy do Hurghady nastąpiło krótkie spięcie kabla i pojawiło się dymienie. Po przebyciu sporej odległości trzeba było zawracać. Oczywiście nerwy wszystkich były napięte.

Po wymianie instalacji załoga tym samym samolotem, z tymi samymi pasażerami znowu poleciała do Hurghady. Trzeba było namawiać i uspokajać pasażerów, że nie ma więcej żadnego niebezpieczeństwa. Bezpośredni lot do Hurghady trwa, w zależności od typu samolotu, około 5 godzin. Przylecieli do Egiptu. Z uwzględnieniem awaryjnego powrotu i remontu, załoga Ту-204 miała już przepracowane 9 godzin. Norma godzin lotu została wyczerpana. Normalnie należało iść odpocząć.
Co robić – zamawiać hotel i płacić za postój samolotu? Strata tym większa, że planowych pasażerów już wywieziono na lot powrotny. Kompania lotnicza za to nie podziękuje. Zgodzili się więc lecieć z powrotem.

Niedaleko od Moskwy popsuł się sprzęt nawigacyjny. W odróżnieniu od polskiego samolotu panowała głęboka noc, i 21-22 marca nad całą Moskwą stała gęsta mgła. Lądowanie według przyrządów „koszących” nie udało się, załoga zmęczona i rozdrażniona, a tu jeszcze radiowy wysokościomierz zawył. Dokucza, że niby to ziemia jest blisko – a idź ty…! W rezultacie – typowy błąd zaufanego do siebie doświadczonego pilota, który setki razy sadzał samolot w podobnych warunkach. Prawie na lotnisku macierzystym.

Na smoleńskim lotnisku „Północny” nic podobnego nie miało miejsca. Nie była to noc, nie było takiej mgły, załoga nie była zmęczona, nie musiała spędzić całego dnia w napiętej i nerwowej atmosferze. Sytuacja normalna, załoga wypoczęta i czujna. Sprzęt nawigacyjny pracuje doskonale, aż do postronnej ingerencji w sterowanie samolotem na małej wysokości.

Z trzeciej poprawki dochodzimy do wniosku, że warunki pogodowe i stan załogi w danym przypadku nie mogły być główną przyczyną katastrofy.
Poprawka czwarta. Oba samoloty, których wypadki były porównywane przez ekspertów, są podobnego typu. W Smoleńsku ТU-154, w Domodiedowo ТU-204. Samolot, który leciał z Hurghady, też spadł do lasu, i także oderwało mu skrzydła. W efekcie – dwie osoby w oddziale reanimacji, reszta odniosło rany różnego stopnia ciężkości. Po upadku w lesie samolotu podobnego typu w chwili znalezienia szczątków Tu-204, który leciał z Hurghady, wszystkie osoby żyły!

Rzecz jasna, jest różnica między upadkiem samolotu z kilkoma członkami załogi (ТU-204 w Domodiedowo) a upadkiem samolotu z 96 osobami na pokładzie. Ale samolot polskiego prezydenta był załadowany mniej niż na dwie trzecie. Pokład ТU-154 może mieścić 163 osoby. Jeśli samolot jest załadowany mniej niż na 2/3, można nim sterować bez trudu.

Następna okoliczność – polski samolot po zaczepieniu skrzydłem drzew obrócił się. Jednakże podczas lądowania załoga i pasażerowie muszą mieć zapięte pasy. Nie ma powodu do przypuszczenia, że tego przepisu nie przestrzegano przy lądowaniu w niezbyt gęstej, ale jednak mgle.
Ostatnia okoliczność mogąca wpłynąć na liczbę ofiar śmiertelnych to kąt ataku samolotu w momencie uderzenia o ziemię. Istnieje informacja od doświadczonych lotników wojskowych, że TU-154 Lecha Kaczyńskiego „schodził do lądowania, jak myśliwiec”. Czyli pod bardziej stromym kątem niż zwyczajnie. To faktycznie może zwiększyć liczbę ofiar śmiertelnych. Świadczą o tym także szczątki samolotu oraz ich rozmieszczenie.

Wersja oficjalna – „podczas katastrofy zginęli wszyscy”. Orzeczenie ekspertów: prawdopodobieństwo zgonu wszystkich co do jednej osoby w samolocie polskiego prezydenta jest takie same, jak gdyby woda z odkręconego kranu poleciała do góry zamiast na dół – prosto do sufitu. Innymi słowy, prawdopodobieństwo, że w tej katastrofie zginęły wszystkie 96 osób znajdujących się na pokładzie samolotu TU-154, jest zerowe. Z czwartej poprawki dochodzimy do wniosku, że w każdym przypadku ktoś z pasażerów musiał przeżyć katastrofę polskiego samolotu, a może nawet uniknąć zranień. Wszyscy zginąć mogli tylko w jednym przypadku: jeżeli oddział specjalny dobił ich już po upadku.

Nie jesteśmy w stanie nawet wymienić liczby dostrzelonych – liczba ta waha się od 10 do 21 osób. Zgodnie z oceną najbardziej doświadczonych ekspertów, nierozpoznawalnych (zmasakrowanych lub spalonych) mogło być najwyżej 10 – 12 ciał. Nie wszyscy podczas katastrofy znajdowali się w przedniej części samolotu. Płomień szybko zgaszono. Naprawdę nie rozpoznawalnych zwłok na miejscu upadku zapewne było bardzo mało lub nie było w ogóle. A więc „jedynie materiał genetyczny pozostały po 21 osobach”, o którym mowa w wersji FSB, w rzeczywistości jest liczbą osób, którzy przeżyły katastrofę prezydenckiego samolotu Lecha Kaczyńskiego. Dobili ich rosyjscy komandosi, po czym wywieźli i zamienili w kawałki spalonego mięsa, aby ukryć ślady zbrodni.

Poprawka piąta. W jaki sposób zorganizowano rozbicie samolotu polskiego prezydenta? Eksperci nam wyjaśnili, że to bardzo proste. Samolot został strącony przez rosyjskie specsłużby na małej wysokości, po podmianie parametrów lądowania. Tego dokonać można kilkoma sposobami. Na przykład, poprzez sekundowe zmanipulowanie systemu naprowadzania na niedużym wysokości tuż przed lądowaniem.
Albo poprzez impuls elektromagnetyczny skierowany do bocznych kanałów sterowania samolotem (sterów, lotek) przed lądowaniem. Piloci wszystko widzieli i rozumieli, ale nic już nie mogli zrobić. Zabrakło czasu.
Właśnie dlatego, aby ukryć ślady zbrodni, ocalałych członków załogi i tych, którzy mogli słyszeć ich rozmowy, należało dobić na ziemi.
Wykonawcy rozkazu Putina przeliczyli się jednak w tym, że wśród ocalałych były osoby uzbrojone i odważne, które nawet w tej sytuacji stawiały czynny opór. Oddział specjalny nie mógł bez przeszkód powystrzelać rannych Polaków w przewidzianych ramach czasowych. Musiał zatrzymać się na miejscu kaźni, gdzie ich zastały osoby, które przybiegły na miejsce katastrofy, przede wszystkim Andriej Mienderiej, który nagrywał sytuację kamerą.

Następnie wszystko potoczyło się dokładnie według przewidzianego w Kremlu planu. Miejsce katastrofy zostało otoczone, nikogo nie przepuszczano, a ciała ofiar katastrofy lotniczej i zastrzelonych na ziemi wywieziono. Ślady napadnięcia i egzekucji zostały usunięte.
Ta poprawka jest kluczem do zrozumienia, co się zdarzyło; wyjaśnia ona wszystko, i komentarze tu nie są potrzebne. Poprawka szósta. Dlaczego Putin postanowił popełnić zbrodnię na swoim terytorium? Zdaniem ekspertów, w ten sposób strącić samolot i zapewnić wiarygodne przykrycie aktu terrorystycznego można jedynie na terytorium całkowicie kontrolowanym przez rosyjskie służby specjalne.
Po pierwsze, niezbędnego impulsu elektromagnetycznego nie można nadać na odległość tysięcy kilometrów. A na system naprowadzania oddziaływać można tylko ten, kto siedzi za pulpitem kontrolera lotów lub kontroluje go z zewnątrz. Ale owo „z zewnątrz” powinno być tuż obok, na niedużej odległości.
Po drugie, na swoim terenie są najlepsze możliwości zatarcia śladów. Co miało miejsce od pierwszej sekundzie po katastrofie, ma miejsce obecnie i dopiero nastąpi, gdy zaczną ogłaszać wyniki oficjalnego „wspólnego” śledztwa. Eksperci wymienili mnóstwo pozycji. Niezbędność dwukrotnej wymiany fizycznych źródeł zakłóceń – „żarówek” przed przylotem samolotu Kaczyńskiego i od razu po katastrofie.
Dostrzelić tych, którzy przeżyli, rozerwać na strzępy i spalić ciała zastrzelonych pasażerów i członków załogi. Zapewnić „tajemnicze zniknięcie” dowodów, na przykład, broni, z której odstrzeliwali się ochroniarze Lecha Kaczyńskiego i wojskowi, którzy przeżyli katastrofę.
Wyszukiwać naboje wystrzelone przez oddział specjalny i polskich wojskowych w szczątkach samolotu i drzewach w miejscu egzekucji. Podrabiać wskazania „czarnych skrzynek”. Podawać wykaz pogody oraz inne parametry katastrofy niezbędne do potwierdzenia fałszywej wersji o rzekomej „winie załogi, która nie zdołała wylądować w trudnych warunkach pogodowych”. Itd.

Z szóstej poprawki dochodzimy do wniosku, że rozwiązanie techniczne zamachu, a przede wszystkim „środki przykrycia” wymagały, aby samolot został strącony na terytorium kontrolowanym przez putinowskie specsłużby. Przechodzimy do poprawki siódmej – „celowości politycznej” (z punktu widzenia Kremla) tego aktu terrorystycznego.

Lech Kaczyński był względnie bezpieczny, dopóki Putin nie upatrzył sobie „polskiego Janukowycza” – ciężko myślącego „przyjaciela Rosji”, polskiego premiera Donalda Tuska. Był to zwrot, po którym czekistowską wierchuszkę Rosji zajmowało tylko jedno: jak przeczyścić drogę dla swojej marionetki lub komuś podobnego z tegoż grona „przyjaciół Rosji”. Wiedząc o zwyczajach i wcześniejszych czynach Putina, nietrudno domyśleć się, w jaki sposób planowali tego dokonać. Co i jak oni zrobili, cały świat dowiedział się rankiem 10 kwietnia.

Z siódmej poprawki dochodzimy do wniosku, że stawka Kremla na „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska, jego towarzyszy i elektorat uruchomiła mechanizm fizycznej likwidacji Lecha Kaczyńskiego. Najlepiej razem z najwybitniejszymi jego zwolennikami. Metody – najzwyczajniejsze z arsenału Putina oraz jego towarzyszy z KGB.
Poprawka ósma. Na co liczyli organizatorzy zamachu w tak ryzykownej sprawie? Przecież skutki naprawdę mogą być – i niechybnie będą – najbardziej niekorzystne dla Kremla. Nic nowego: tak samo, jak i w ciągu ostatnich dziesięciu lat, stawiano na najzwyczajniejszych durniów.
Przywódców państw zachodnich na Kremlu zawsze uważano za nieco głupawych. Takich, którzy przysłuchują się opinii swojego społeczeństwa i obnoszą się z jakimiś prawami człowieka, jak kurwa z kapeluszem. Tę tezę ja mogę uzasadnić i zaświadczyć osobiście.

Na Kremlu po dziś dzień uważają, że nikt nie uwierzy, iż lider Federacji rosyjskiej mógł zdecydować się na coś takiego. Zobowiązać swoich podwładnych do zorganizowania zabójstwa prezydenta innego państwa na swoim terytorium! Nie uwierzą także własnym oczom i uszom. Nawet gdyby politykom i mieszczanom z krajów dobrobytu zostały przedstawione niezbite dowody – i tak nie uwierzą.

W głowach zachodnich obywateli są własne wyobrażenia na temat granic kremlowskiego podstępu. Takie ryzyko! Takie okrucieństwo! Po co? Moi drodzy, przecież to Rosja! Tu nigdy nie było inaczej. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

I nikt z zadowolonych sobą mieszczan nie przypomni sobie prawdziwej twarzy Putina, gdy ten w porywie nieokiełznanego gniewu obiecał „powiesić za jaja” prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Mówił to w obecności przywódców krajów zachodnich.
Nikt nie przypomni sobie szczerego żalu Putina, że nie udało się do końca otruć Wiktora Juszczenki. Prezydenta Ukrainy – państwa, które, zgodnie z publiczną wypowiedzią Putina, „w ogóle nie istnieje”.
Nikt nie przypomni sobie nadania przez Putina trucicielom prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki stopni generałów rosyjskich resortów siłowych i specsłużb.
A przecież Lech Kaczyński był trzecim prezydentem sąsiedniego państwa po Saakaszwilim i Juszczenką, którego Putin nienawidził bardziej od pozostałych. Nikt nie spodziewał się takiego spotkania? Do tego jest szkoła rosyjskich specsłużb. Wśród ścian KGB Putin był długo szkolony do działań zaskakujących i niespodziewanych dla przeciwnika.
Z ósmej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze mordował ludzi, których uważał za swoich wrogów. Przy czym zawsze ryzykował, przeprowadzając najbardziej skandaliczne operacje specjalne, w tym za granicą. Lech Kaczyński znajdował się w pierwszej trójce wrogów Putina i był jedynym, do którego mógł dobrać się. A tu jeszcze „polski Janukowycz” nadarzył się.

Co zaś tyczy się liczenia Kremla na beznadziejne durnie, którzy nie dadzą wiary nawet niezbitym dowodom popełnionej zbrodni, to na dzień dzisiejszy sprawdza się to nawet w Polsce. Poprawka dziewiąta. Każdy człowiek posiada swoją „firmową” cechę określającą jego postępowanie. Posiada ją także Putin. Zachód tak i nie potrafił prawidłowo odpowiedzieć na pytanie: „Who is Mister Putin?”. Słusznie zauważono jego skłonność do rozwiązań siłowych, ale to drobiazgi.

Wyróżniająca cecha Putina od razu rzuca się w oczy. Jest to skrajne okrucieństwo na granicy szaleństwa. Uczniowie w Biesłanie we wrześniu 2004 roku. Rozkaz Putina – przerwać negocjacje i zielone światło do spalania dzieci z dział czołgów. W efekcie – ponad 350 ofiar śmiertelnych, grubo ponad 500 rannych, włącznie z najlepszymi komandosami rosyjskich oddziałów specjalnych wystawionych na ogień zaporowy powstańców. Ogromna ilość inwalidów.
Zakładnicy w teatrze muzycznym „Nord-Ost” na moskiewskiej Dubrowce w październiku 2002 roku. Powstańcy zabili trzech osób, na rozkaz Putina otruto co najmniej 174 widzów spektaklu. To tylko te ofiary śmiertelne, których rodzinom udało się udowodnić ich nazwiska. Fałszywej oficjalnej liczby nawet nie warto wymieniać.

Od swojego patrona nie odstają zaufani Putina, na przykład, „mały Kadyrow”. Dzisiaj oni popełniają bestialstwa, które raz już były poddane ocenie prawnej w Norymberdze. Całe najbliższe otoczenie Putina to naturalni kandydaci na ławę oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Wojennego. Co jeszcze należy wiedzieć, aby przewidzieć postępowanie Putina i jego podwładnych przy spotkaniu zajadle znienawidzonego na Kremlu prezydenta sąsiedniego państwa?

Z dziewiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i 95 jego współtowarzyszy pasuje do podstawowej charakterystyki Putina tak samo dokładnie, jak nabój do komory.
Poprawka dziesiąta. Punkty przełomowe w biografii Putina. Są monotonne, ale bardzo wymowne w świetle zabójstwa Lecha Kaczyńskiego oraz znacznej części polskiej elity. Czy pozostały jeszcze jakieś wątpliwości, gdy jesienią 1999 roku wysadzono domy w Moskwie i Wołgodońsku? Przy czym na poziomie rządowym zawczasu wymieniono miejsce wybuchu! Nawet Adolf Hitler nie pozwalał sobie wysadzać spokojnie śpiących Niemców. Ograniczył się do podpalenia Reichstagu.

A nieprzerwany szereg „tajemniczych” zabójstw poważnych przeciwników politycznych Putina, obrońców praw człowieka, dziennikarzy, przedstawicieli organizacji młodzieżowych i publicznych? Od momentu, gdy Putin otrzymał władzę, zabójstwa polityczne w Rosji i poza jej granicami stały się codziennością.

Bezbronnym kobietom w bramie strzelają w plecy lub mordują prosto w putinowskiej milicji. Zdrowych mężczyzn wyrzucają przez okna, trują i strzelają zza rogu. Aby złamać niepokornych, rosyjskie struktury siłowe spalają ich domy, porywają ich dzieci i mordują ich rodziców. O czym jeszcze trzeba wiedzieć, aby po kolejnej zbrodni władzy rosyjskiej nie ględzić: „Tego nie może być! Na to nikt nie pójdzie!” i podobne głupoty.
Z dziesiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że cała dotychczasowa biografia Putina jest nasycona takimi samymi monotonnymi zbrodniami, jakie popełniono 10 kwietnia na lotnisku „Północne”. Byłoby nawet nieco dziwne, gdyby Putin nie spróbował przynajmniej otruć swoich wrogów.
Teraz podchodzimy do istoty zagadnienia. Pozycja jedenasta – styl Putina. Postępowanie każdego zbrodniarza posiada charakterystyczne cechy i niuanse, które są nie do podrobienia. Nawet gdyby ktoś bardzo tego chciał – nie da rady.
Przyjrzyjmy się przykładom.

Akt terrorystyczny w lutym 2004 roku w stolicy Kataru Ad-Dauhy. Wysadzono znienawidzonego przez Kreml Zelimchana Jandarbijewa oraz jego 13-letniego syna. Źle przygotowani dywersanci z Moskwy wpadli jak frajerzy. W wynajętym samochodzie zostawili skrawki kabli i kawałki taśmy izolacyjnej. Zostali schwytani , jak należało. Putin dopiął, aby zwrócono ich Moskwie.
A teraz uwaga! Podchodzimy do najważniejszej rzeczy. Przekazanych z Kataru bandytów średniej rangi na lotnisku spotykano jak głowy obcych państw. Są teraz bohaterami i przykładem dla kremlowskiej młodzieży.
Tu właśnie kryje się charakterystyczny wykrętas jego stylu. Jest to, można rzec, podpis Putina pot tymi zbrodniami, których ideowym inspiratorem on był, jest i będzie, aż zasiądzie na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału. Jest to styl Władimira Władimirowicza Putina. Ta właściwość stylu rozszyfrowuje się następująco: oficjalnie nic wspólnego z tym nie mamy, ale wszyscy muszą wiedzieć i rozumieć, że tylko my mogliśmy uczynić coś takiego! I tak będzie ze wszystkimi, kto wystąpi przeciwko nam!

Przykładów są tysiące. Znane są przeważnie te zbrodnie, w sprawie których prowadzono śledztwa w innych krajach. Na przykład, sprawa otrucia Saszy Litwinienko. Jego truciciela nazwiskiem Ługowoj demonstracyjnie mianowano do Państwowej Dumy. Macie wy wszyscy, Europejczycy i inni Anglicy! Żeby wszyscy wiedzieli, kto naprawdę zabił swojego wroga i za co. I tak będzie z każdym, kto ośmieli się sprzeciwiać majorowi rezerwy KGB.

Nie odstają jego ulubieni mianowańcy. Czy mógłby „mały Kadyrow” bez wiedzy Putina organizować serię zamachów za granicą? Śmiech pomyśleć.
W Rosji wszystko jest o wiele prościej. Sami zabijają i sami „poszukują”. Wszystkie bez wyjątku „zamówienia” Putina nie zostały wyjaśnione. Przebrzmiało publiczne porwanie Magasa na lotnisku i demonstracyjne rozstrzelanie – prosto w milicyjnym samochodzie – właściciela inguskiej witryny internetowej Mahometa Jewłojewa.

Drodzy blogerzy! Nawet jeżeli zostaniecie demonstracyjnie, na oczach dużego skupiska ludzi zastrzeleni przez usłużnego pułkownika putinowskich specsłużb, odpowiadać będzie szeregowy gliniarz – „zwrotniczy”. I ten więcej niż rok w zawieszeniu nie dostanie.
Szczególnym przypadkiem było zabójstwo Anny Politkowskiej. Tu Putin pozwolił sobie nawet publicznie zakpić, mówiąc, że „jej zabójstwo spowodowało nam szkodę o wiele większą niż to, co ona napisała. Zarozumiała forma tegoż przesłania – drżyjcie, my możemy nie tylko zabić, ale także zabić, splunąć i nie zauważyć!

Ta matryca jest nie do podrobienia. Wylazła ona od razu po zabójstwie Lecha Kaczyńskiego. Od nagłówków „Wszyscy nieprzyjaciele Rosji znajdą swój koniec pod Smoleńskiem” do form bardziej zakamuflowanych – „czy teraz przyjaciele Rosji wezmą górę?”. Ten sam styl – oficjalnie była to katastrofa, ale wszyscy powinni wiedzieć i rozumieć, kto i dlaczego zakatrupił prezydenta Polski oraz jego współtowarzyszy. I tak będzie z pozostałymi, w razie czego. A poza tym – ubolewamy i jesteśmy pogrążeni w żałobie razem z przyjacielskim narodem polskim po strasznej katastrofie lotniczej”.
Z jedenastej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze umieszczał swój autograf pod organizowanym i przeprowadzonym aktem terrorystycznym. Umieścił i teraz.

Ostatnia uwaga – dwunasta. Jak będą reagować oficjalne osoby innych państw? Nietrudno przewidzieć. Bardzo wielu postara się przemilczeć oczywiste i niezbite fakty. Będą zamykać oczy, zatykać uszy, nie widzieć, nie wiedzieć, i nie słyszeć. Dlaczego? To bardzo proste. Jak w świetle dzisiejszych wydarzeń muszą wyglądać wszyscy ci kozły tudzież, przepraszam za neologizm, koźlice polityczne, które przez lata całowały się i zadawały z majorem rezerwy KGB?

Kto zapraszał tego czekistowskiego chłopca do swojego stołu obiadowego, wygadywał pochwalne peany, prawił komplementy i namawiał do odpoczynku na prywatnej wyspie wśród ciepłego morza?
Kto po dziś dzień walczy za „dobre stosunki” z taką putinowską Rosją i taką jej władzą, wszelcy budowniczowie rurociągów i inni „pragmatycy”? Przecież teraz poły ich galowych marynarek i mankiety spódnic są splamione krwią Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity.

Nie zdziwię się, jeżeli Putina i „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska – dwóch głównych partnerów w sprawie zabójstwa prezydenta Polski – w najbliższym czasie znowu zobaczymy razem. I obaj będą w dwa gardła będą opowiadać jedna i te samą kremlowską fabułę na temat „osiągniętych wyników wspólnego śledztwa” i nierozłączną przyjaźń między narodami rosyjskim i polskim”. A w dalszym planie usłużni komentatorzy, niby ot tak, napomkną, że przed pewnym czasem niejaki Lech Kaczyński i jego kamraci próbowali skłócić dwa „brackie narody”. Ale im się nie udało.
Dlatego zabójstwo prezydenta Polski oraz znacznej części jej elity politycznej obecnie staje się poważną próbą dla wielu krajów zachodniej demokracji.

Jednak są na tym świecie tacy politycy i przywódcy państw, którzy nie są niczym zobowiązani wobec Putina. Co więcej, są tacy, którzy już wcześniej widzieli istotę Putina i jego reżimu. Znali prawdziwe poglądy majora rezerwy i dlatego wcale nie są zdziwieni tym , co zaszło. Są widzący parlamentarzyści, organizacje pozarządowe i prasa.
W tych krajach Europy, których elity polityczne dokarmia rosyjski „Gazprom” i inne deripaski, jest opozycja.

Są zachodnie służby specjalne, NATO i światowa społeczność.
Wreszcie jest wideo nakręcone przez Andrieja Miendiereja, zawodowi eksperci oraz mnóstwo uczciwych, porządnych i odważnych ludzi. Dlatego zbliża się wasz koniec, kremlowskie małpy.

Maj 05 2010

Kto posprząta w Treflu?

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dorota Świeniewicz z Markiem BrandtemW dniu 29 kwietnia br. Trefl nieoczekiwanie przegrał piąty mecz o awans do Plus Ligi Kobiet. Jest to o tyle dziwne, iż w mistrzostwach Trefl wygrał wszystkie mecze. Siatkarki Trefla mają jeszcze szansę, aczkolwiek będzie im bardzo trudno, ponieważ będą musiały grać w barażach ze Stalą Mielec.

Idąca od zwycięstwa do zwycięstwa w I lidze drużyna Trefla Gdynia doznała niespodziewanej porażki w piątym, decydującym meczu o awans do Plus Ligi Kobiet. Z punktu widzenia emocji sportowych to bardzo dobra informacja – tylko czy dla wszystkich?
Od pewnego czasu głośno mówiono o podpisaniu nowej umowy sponsorskiej Trefla z energetycznym potentatem – PGE, mającym pozytywne doświadczenia z drużyną SKRA Bełchatów. Dopóki wstępne ustalenia były objęte tajemnicą, drużyna Trefla szła jak burza przez rozgrywki I ligi.
Jednak podczas Gali rozdania Siatkarskich Plusów prysła tajemnica i zaczęły się schody. Wokół sponsorów zaczął „kręcić się” niejaki Marek Brandt (znany już z artykułu „Ręka rękę myje” z dnia 7 kwietnia 2010). Podpierając się rzekomymi znajomościami z trenerem reprezentacji kobiet przedstawiał się sponsorom z PGE jako znawca i zbawca siatkówki kobiet. Oczywiście wszystko to było tylko fuszerką i aż wierzyć się nie chce, że sponsorzy dali tak łatwo wpuścić się w maliny.
Znamy jego „znawstwo” z dwukrotnego wyrzucenia go z funkcji managera reprezentacji przez trenerów Niemczyka i Bonittę. Natomiast „zbawcą” dla siatkówki miała być jego obecna partnerka – Dorota Świeniewicz, która nie ma pomysłu na zasłużoną emeryturę i koniecznie chciała zbawiać Trefl jako grający drugi trener. Pomysł ten jednak jest wysoce chybiony. Nowy prezes kobiecego Trefla – Konrad Piechocki, z wiadomych powodów, zajmuje się klubem SKRA Bełchatów i dla pozbycia się problemu zlecił rozglądanie się za zawodniczkami Markowi Brandtowi – mającemu po zakrapianym bankiecie (czytaj Gala Siatkarskie Plusy) akceptację PGE.

Marek Brandt i Dorota Świeniewicz
Już po kilku chwilach polska siatkówka dowiedziała się, że samozwańczy „dyrektor sportowy” Trefla (nie akceptowany przez właściciela klubu i marki Trefl – Kazimierza Wierzbickiego) zmienia wszystko i wszystkich w zespole kobiet. Jakże zmienił się obraz gry tego zespołu, po otrzymaniu z Internetu wiadomości, że większość z zawodniczek i trenerzy idą na „zieloną trawkę”. Zespół zaczął grać słabiej, a w psychice zawodniczek zaczęły się kłębić myśli – czy warto awansować i przygotować tort dla kogoś innego czy może zostać w I lidze i być dalej najlepszymi? Trenerzy też widzieli, jak podczas Pucharu Polski w Poznaniu Brandt i Świeniewicz siedzieli non -stop z trenerem Alessandro Chappinim (na co dzień trener reprezentacji Turcji), który przed Pucharem Polski podpisał z Treflem tj. Konradem Piechockim, kontrakt na dwa sezony.
Obnoszenie się Brandta z informacjami o przyszło-sezonowej działalności, udzielanie bałwochwalczych wywiadów, odstraszyły w pierwszej kolejności reprezentacyjne zawodniczki, które przymierzały się do gry w Treflu, a następnie destrukcyjnie wpłynęło na grę zawodniczek i zaangażowanie się trenerów.

Konrad Piechocki
Ciekawe jaką decyzję w tym przypadku podejmie Prezes Piechocki i PGE? Czy „układziki” Brandta w PZPS wpłyną na ich decyzje, czy może zwycięży zdrowy rozsądek? Czas pokaże…..

Mirosław Przedpolaniecki

Kwiecień 26 2010

Aneta Rostkowska alias „Siostra Miłosierdzia”.

Taggi : , , , , , , , , ,

Czym naprawdę zajmuje się Fundacja Herosi? – czyli nieuczciwe praktyki Anety Rostkowskiej alias „Siostry Miłosierdzia”.

Aneta RostkowskaNiezliczona jest mnogość informacji o „akcji dobroczynnej” jaką prowadzi Fundacja Herosi. W dużym stopniu są to informacje nakręcane przez samą fundację. Niewiele jednak osób wie, w tym samych zainteresowanych, mam tu na myśli siatkarzy i pozostałych sportowców, na czym polega prawdziwa działalność Fundacji Herosi. Wbrew temu co prezentują na swojej stronie internetowej, działalność tej fundacji ma odmienny charakter i sprowadza się do zupełnie czegoś odwrotnego, szczególnie dla sportowców.

Główna przedstawicielka fundacji – Aneta Rostkowska z istną zaciekłością zabiega o kontakt ze sportowcami. Pojawia się więc pytanie: dlaczego? Czy naprawdę chodzi o pomoc dzieciom z chorobami onkologicznymi? Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbierze w ciągu jednego dnia więcej pieniędzy niż Fundacja Herosi w ciągu całego swojego istnienia, a przecież WOŚP nie zabiega o niczyje „względy”. W przypadku WOŚP, czy to osoby publiczne czy zwykli ludzie, sami z siebie wyrażają chęć angażowania się w organizowane przez nią akcje. Dlaczego więc Fundacji Herosi tak zależy, aby mieć kontakt do jak największej liczby sportowców? Odpowiedź jest prosta.

Aneta Rostkowska w całej swojej wspaniałości, „zapomniała” sportowcom powiedzieć, że rozpowszechnia informacje dotyczące ich życia prywatnego oraz, że je sprzedaje. Sportowcy żyją więc w błogiej nieświadomości o prawdziwej działalności jaką prowadzi Aneta Rostkowska w imieniu Fundacji Herosi. Znane są wypowiedzi Rostkowskiej ubliżające sportowcom i ich rodzinom. I tak na przykład, według Rostkowskiej: Daniel Pliński ma brzydką żonę i ona nie wie co on w niej widzi, Fabian Drzyzga „jest przereklamowany”, Grzegorz Łomacz jest największym beztalenciem, Izabela Bełcik i Joanna Mirek mają cellulit i rozstępy, Michał Bąkiewicz to „największy niemota”, a Piotr Gruszka jest za stary, aby grać. Rostkowska posunęła się nawet do krytyki samych trenerów. A mianowicie twierdzi, że Castellani świadomie faworyzuje niektórych siatkarzy bo ma z nimi „plany”, co do działalności poza-boiskowej. Pojawia się zatem pytanie: czy Rostkowska ma jakieś układy, jeżeli tak, to z kim je ma, skoro ma dostęp do tego typu informacji? Co więcej, kwestia miesięcznego wynagrodzenia za grę w reprezentacji jest szeroko rozpowszechniania przez Rostkowską. A mianowicie, podobno suma ta równa jest 1.500 PLN. Dlatego też Rostkowska nie dziwi się, że niektórym nie chce się grać na boisku za takie pieniądze oraz, że tak niskie honorarium stanowi usprawiedliwienie przegranych meczy. Należy podkreślić, że żaden ze sportowców nie był zmuszany do gry w reprezentacji i jeżeli zdecydował się przyjąć takie warunki, to osoby postronne nie powinny zabierać głosu w tej sprawie, bo je to nie dotyczy.

Aneta Rostkowska

Znane są również Rostkowskiej relacje jakie panują między poszczególnymi siatkarzami, zarówno dotyczące sympatii jak i antypatii. Zresztą ona sama powołuje się na liczne przyjaźnie ze sportowcami. Jest to o tyle dziwne, iż Rostkowska postrzega sportowców jako pustych, mało inteligentnych osobników i czuje się bezpiecznie w swoich działaniach, ponieważ zakłada, że sportowcy nie dowiedzą się o tym, co ona o nich myśli i jakie informacje sprzedaje innym. A z tego również fundacja pozyskuje fundusze. Rostkowska więc nie ma żadnych skrupułów w opowiadaniu o życiu prywatnym sportowców. Jednak niewiadomo czy informacje, które rozpowiada na ich temat są prawdziwe czy też wymyślone przez nią samą w celu zwiększenia zainteresowania fundacją i jej osobą. Wydaje się, że dla Rostkowskiej nie ma to znaczenia, ponieważ najważniejsze jest, aby fundacja pozyskiwała jak najwięcej środków finansowych i aby była w centrum uwagi. W tym celu Rostkowska posługuje się sportowcami, bo przecież najlepiej zarabia się na chorych dzieciach i czyjejś krzywdzie. Czy jest to działanie moralne? Rostkowska bezwzględnie wykorzystuje cierpienie i nieszczęście chorych dzieci i ich rodzin, aby stworzyć swój wizerunek jako osoby dobrej i szlachetnej. Zarówno dzieci cierpiące na choroby nowotworowe jak i sami sportowcy nie wiedzą, że Rostkowska traktuje ich w sposób przedmiotowy i instrumentalny. Najwidoczniej czuje się w tych działaniach bezpiecznie, ponieważ zakłada, że ani jedna strona ani druga nie dowie się na czym tak naprawdę działalność jej fundacji polega. Pomoc dzieciom to tylko przykrywka, przecież Rostkowska nie jeździ po całym kraju i nie opłaca noclegów ze swoich prywatnych pieniędzy. Za wszystko płaci fundacja, a środki finansowe fundacji stanowią tak naprawdę pieniądze osób, które zechciały je przekazać na rzecz dzieci.

Aneta Rostkowska

Z informacji, do których udało nam się dotrzeć wynika, że niektórzy wycofali się z współpracy z Fundacją Herosi i Anetą Rostkowską. Miejmy nadzieję, że pozostali pójdą w ich ślady.

Jakub Tredelewicz

Kwiecień 23 2010

Kadry prawdy

Taggi : , , , , ,

okładka wojtek poprawionaSłowo stało się Ciałem! Dawno zapowiadana książka Wojtka Wardejna o pracy w redakcji pewnego brukowca ukazała się w wersji elektronicznej. Jest już dostępna na rynku. To olbrzymi sukces zważywszy, że wydawca Faktu (Axel Springer) poruszał niebo i ziemię, aby nikit w Polsce nie odważył się rozpowszechniać tej książki.

Kolejne wydawnictwa najpierw entuzjastycznie reagowały na materiał, potem nagle rezygnowały z druku „Kadrów prawdy”. Czyżby kolejny przykład neocenzury? Tym groźniejszej, że nieuchywytnej. Schowanej w zaciszu gabinetów adwokatów Springera. Knebla potężnego, bo wspartego gigantycznymi pieniędzmi. A jednak Wojtkowi udało się wygrać z Goliatem!

Zastanawiające, komu tak bardzo zależało na blokowaniu tej książki. Faktowi? A dlaczego? W książce nie pada nazwa redakcji. Wiadomo tylko tyle, że chodzi o redakcję brukowca, w którym łamane są prawa pracownicze, panuje mobbing, do normy zachowań należy molestowanie seksualne podległych pracownic. Czyżby Fakt sam z siebie uznał, że to właśnie książka o Fakcie?

Dzisiejszy dzień to wielkie święto wolności słowa. Internet po raz kolejny udowodnił, że nawet giganci są wobec niego bezradni. Cenzura internetowa nie wyszła Chińczykom, nie powiodło się też Axlowi. I bardzo dobrze!

Drodzy Internauci! To nie koniec walki! Teraz można spodziewać się kontrataku. Brońmy wszyscy wolności słowa! O ewentualnych ruchach prawników Axla będziemy Was na bieżąco informować. Od Was zależy, czy dacie przyzwolenie gigantowi Axel Springer na wprowadzanie cenzury w Polsce. Poniżej link do książki i jej fragment.

Dawid

PS – wersja „papierowa” tej książki już się drukuje…

http://www.e-bookowo.pl/ebooks/29/211/reportaz/kadry_prawdy/

Z opisu:

“Kadry prawdy” Wojtka  Wardejna to zbiór  interesujących reportaży o pracy niektórych mediów pokazanej od kulis.
Autor jest doświadczonym  fotoreporterem, ustawicznie poszukującym i doskonalącym swój warsztat pracy, także jego elektroniczne narzędzia.
W pewnym okresie swej zawodowej kariery pracował w jednym ze znanych tabloidów. Spostrzeżenia tam poczynione stały się natchnieniem do napisania książki. Ukazuje w niej mechanizmy fukcjonowania tego typu mediów.
W swych opowiadniach ukazuje mało znaną prawdę o organizowaniu pracy w  redakcjach czy sposobach zbierania informacji  o faktach.
Dziennikarzom i fotoreporterom przychodzi niejednokrotnie realizować przedziwne polecenia naczelnych z Wawy. Bywa, że informacjami manipuluje się, nawet tymi tragicznymi… Wszystko po to, by zwiększyć sprzedaż gazety.
Książka napisana barwnym językiem z dbałością o zachowanie specyfiki dialogów, jakie można usłyszeć w środowisku ludzi mediów(skrótowość, kolokwializmy, neologizmy, wyrazy dosadne).
Dystans autora do  opisywanych sytuacji świadczy, że sam nie zatracił  wrażliwości.
Potrzeba sporej cywilnej odwagi, by tak pisać.

Fragment:

Wpadam do redakcji. Alicja łapie mnie zanim zaczynam zrzucać zdjęcia. I prosi…
- Wojtek, mapka jest potrzebna…  zrób proszę…  jak ten korek objechać…  na kato-wickiej…  bo oni w Wawie to sto lat to będą robić…
- Jaki korek na katowickiej ?
- No ten, przy tym wiadukcie…  co go remontują…  sam nam ten temat podrzuciłeś…
Przypomina mi się, jak Alicja dzwoniła z pytaniem jak można ten odcinek wyjazdu na Katowice ominąć, i już jestem w domu.
- Ale chcą objazd przez autostradę, od południa, czy ten od północy, przez te uliczki osiedlowe… ?
- Jeden i drugi…  narysuj proszę i wyślij…  jak najszybciej…
- No dobra, zdjęcie mapy Poznania mam w lapie…  tej ze ściany, z wyborczej…  ale będzie to schematyczne, bo z Patrykiem zaraz muszę wyjść…
- Nieważne, bylebyś wysłał, bo oni ciśnienie mają, i trochę, się gubią…
Co za ludzie, myślę, a ile razy ja mam gdzieś trafić po mapie i trafiam, i to do wiosek co to ich na niej nie ma, albo są gdzieś indziej, taki kawałek w prawo lub w lewo, w górę i lub w dół. I trafiam. A oni się w mieście dużym gubią. No tak…  oni jeżdżą na GPS. Taki elektroniczny McDonald’s. Modyfikuje umysł, i pamięć. Dobrze, że mnie na niego nie stać. Kolega kupił nową komórę, i w niej taką opcję ma. Pod Poznaniem przeprowadził go drogą o 30ci kilometrów dłuższą. Żeby mieć autostradę na mapie, kupiłem nowy atlas. Zgodny z GPS. Chyba go wyrzucę bo większości miejscowości nie ma, takich małych, albo są, nie po tej stronie drogi.
Siadam i rysuję. Numerek, ulica, kreska i nazwa w file info . Rach, ciach i wysyłam. Wychodzę z Patrykiem.
- Co robimy?
- Targety dla polityki…
- O Boże. A w jakim temacie ? – już wiem, że będzie to niezapłacona robota…  polityka, taki dział., w wawie, zamawia mnóstwo, ale niewiele wchodzi…- I ile???
- Chcieli osiem, ale zbiliśmy do pięciu…
- A wiek?
- Nie określili się – mówi Patryk. – Ale jak znam życie to i tak coś im będzie nie pasować…  ale luz, zrobimy trzy i do redakcji…
- Ten twój luz to mnie czasem przeraża…  a potem trzeba dorabiać zdjęcia…
- Spoko…  jak będzie trzeba…  to ojca podstawie i sąsiada…  jeszcze nie chodzili…
- Przeraża mnie to, że ludzie tą gazetę kupują…  jak podstawiłem znajomego do zdjęć to mnie pytał, czy wszystkie informacje takie są…  ?PRAWDZIWE”…- akcentuję.
- I co? – pyta wyraźnie zainteresowany Patryk. – Co powiedziałeś?
- Kup. Znajdź stronę gdzie jesteś, a resztę wyrzuć…  stronę na pamiątkę zostaw…- I tu nagle dzwoni telefon…  mój…

Kwiecień 16 2010

“Ciężkie Lądowanie” szokujący tekst Walerii Nowodworskiej

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

“Ciężkie lądowanie” (Жестокая посадка) szokujący teks Walerii Nowodworskiej “

Smolensk

[...] Zwycięstwo czekistów nad gestapowcami – to zaiste wielki dzień dla Związku Sowieckiego i Europy Wschodniej. Świętowali by może sojusznicy – USA, Wielka Brytania, Francja – dzień zwycięstwa nad Hitlerem oddzielnie, bez nas i nieszczęsnych Krajów Bałtyckich i Układu Warszawskiego. U nich wesele u nas pogrzeb. Oni zwyciężyli, oni mają prawo.

A Austrii jeszcze się powiodło. Związek Sowiecki i na nią się oblizywał, ale jałtańska zmowa nie wystawiła jej na skonanie , nie stała się zdobyczą wydzieloną moskiewskiemu tyranowi. Tak się karta ułożyła. Grecja i Austria okazały się po drugiej stronie fatalnej linii, Jugosławię puścili na pastwę fal i uratował ją od sowieckiego jarzma Josip Broz Tito. Cała pozostała Południowa, Wschodnia Europa, pół Niemiec i kraje bałtyckie – wszystko to pozwolili Stalinowi zabrać ze sobą. “Oddam niedźwiedziowi, leśnemu lichu, Cyganom, dziadowi do worka, jeśli nie będziesz jeść, spać, słuchać się”, – tak mówią matki nieposłusznemu potomstwu. No ale czy Wschodnia Europa i kraje bałtyckie nie słuchały USA, Anglii i Francji? Za co ich oddali niedźwiedziom?

Austrii się powiodło. Prawda, nie puścili jej do NATO, kazali przysiąc że będzie neutralna i o mało co nie zmusili do budowy socjalizmu. A Unia Europejska za zwycięstwo w uczciwych wyborach jednej austriackiej partii( niezbyt dobrze notowanej ale przecież nie KPZR, nie KPRF, nie LDPR, nie “Jedinoj Rossiji”) o mało Austrii nie wykluczyła. To znaczy śledzą biedaczkę, choć to nie Niemcy, choć przecież nie prosili o anschlus. Ale mówiący po niemiecku – wydaje się ciągle są podejrzani według zasad językowych.

W odróżnieniu od mówiących po sowiecku, myślących po sowiecku i działających po sowiecku. Właściwie pechowi gospodarze całkiem nie radzi są takim gościom, czekistom- wyzwolicielom.. W sensie “niech takich gości na cmentarzu szukają”. Jednak na cmentarzu będą szukać nie gości a gospodarzy. Na przykład polskiej elity. Zresztą nawet Putinowi nie starczy bezczelności by oświadczyć, że Armia Sowiecka wyzwoliła Warszawę. I zamówić sobie befsztyk po tatarsku, gęś ze śliwkami i flaki po gospodarsku. Zresztą nasi współprezydenci zjedzą to wszystko na pogrzebie polskiej delegacji, ofiar Katynia -2. i tu już na pewno na Niemców się nie zwali, Niemiec tam w pobliżu zabrakło.

W Warszawie pewnie będzie cały wagon czekistowskich przedstawicieli z krokodylimi łzami w bezwstydnych oczach. Jak nie przymierzając po pogrzebie Michoelsa, Pasternaka, Starowojtowej i Juszenkowa. “A nad trumną stanęli zbiry i zaciągnęli wartę honorową”

Gości tego rodzaju bez gazu i głowic jądrowych, bez ropy i 1/8 części lądu w ogóle nie puścili by za próg. “Dobry gość do nas, zły gość precz”. W końcu czego domagali się Polacy od Związku Sowieckiego i Rosji w związku z Katyniem? Dlaczego Kola Ostenbaken nijak nie mógł dojść do ładu z polską pięknością Ingą Zając? (Prawda, Koli nie przyszła do głowy myśl by Ingę po prostu wykończyć). Polacy nie domagali się pieniędzy – to kłamstwo. I o bezpłatny gaz też nie prosili. A domagali się historycznej sprawiedliwości.

Patkt Ribentrop Mołotow

Wyliczmy: pakt Ribbentrop – Mołotow, Katyń, sowiecka okupacja, połowę kraju odrąbali, parady z Hitlerem w Brześciu odbywali, dali zdławić powstanie warszawskie. Deportacje, rozstrzeliwania. Od Tallina do Besarabii. Wypadałoby wyjaśnić: za cóż to wam dziękować? Za to że dwaj tyrani, Hitler i Stalin nie podzielili Europy? To ich prywatna sprawa. Uczestnikom bandyckich porachunków nie dziękują.

Oczekują od nas przeprosin. Naprzykład takich: “Wybaczcie nam grzesznym. Nie jesteśmy lepsi od hitlerowców. My was skrzywdziliśmy, my was rozszarpaliśmy. Nie jesteśmy godni zaliczać się do zwycięzców faszyzmu, dlatego że nasz reżim nie był lepszy od faszystowskiego. Stalinizm jest równy faszyzmowi, Hitler równy Stalinowi., Związek Sowiecki Trzeciej Rzeszy. Powiedzcie którędy mamy iść na proces norymberski. Na kolanach prosimy Europę Wschodnią, Kraje Bałtyckie, Finlandię o wybaczenie”. I paść na kolana przed wszystkimi europejskimi murami dlatego że stały się z naszego powodu ścianami płaczu.

Ale na Katyń -1 legł Katyń – 2, a mgła to alibi lepsze niż Niemcy. Dowodów niema i nie będzie. Mam zamiast nich absolutną pewność. Prezydent Lech Kaczyński był solą w czekistowskim oku, pogłaskały go sowieckie kanały telewizyjne na równi z prezydentami Juszczenką i Saakaszwilim. On zapłacił za wszystko: za poparcie dla Gruzji, za ten bohaterski lot do Tibilisi za stypendia i miejsca na uniwersytetach dla białoruskich studentów; za azyl dla czeczeńskich stron internetowych I czeczeńskich uchodźców; za próby osądzenia Jaruzelskiego, za antysowietyzm i antykomunizm ; za zachodnią orientację; za film “Katyń”; za aktywną rolę w NATO.

Co należy się polskim powstańcom? Trzy rozbiory Polski; zdławienie powstania Kościuszki, powstań 1830 i 1863 r.; wojna 1920r.; okupacja 1939r. , Katyń, Układ Warszawski; stan wojenny w 1981 r. I na koniec Katyń – 2 w 2010 r.. Wojna się nie skończyła, wojna między wolnością i zniewoleniem nie kończy się nigdy, a ten kadłubek Związku Sowieckiego w którym żyjemy walczy z wolnością. Nie pracuję w SWR [Służbie Wywiadu Zagranicznego], nie wiedziałam że Polacy zamierzają przedsięwziąć ten szalony lot. Samolotem swoich wrogów, sponiewieraną “tutką”, wyremontowaną przez wrogów już po zwycięstwie wyborczym Kaczyńskiego, bez ochrony samolotów wojskowych, bez kontroli, na zaniedbanym wojskowym lotnisku, całkowicie oddając się w ręce ciemnych czekistowskich sił…

Teraz wiadomo dlaczego “Katyń” puścili w telewizji: ten Tamizdat był kawałkiem sera w pułapce ma myszy.
Nie wierzę w takie przypadki. O Katyń – 2 można obwiniaćalbo Moskwę albo Świętą Opatrzność. Jestem chrześcijanką i nie mogę obwiniać Świętej Opatrzności o pracę dla czekistów. Nie obwiniam. Osądzam według zasady cui prodest. Ale dla oskarżeń potrzebne są poszlaki. Nie fakt, że za 15 lat jakiś Beria zechce pogrążyć swoich kolegów, którym sam wydawał rozkazy. W ten sposób padło światło na sprawę Michoelsa. Stalin zmarł, zaczęła się walka triumwirów. Berii potrzebne były punkty. Inaczej dotychczas wierzyli byśmy że wielki reżyser zginął w wyniku wypadku.

Siedziba KGB

Dlaczego polscy patrioci nie położyli się w Warszawie na pasie startowym? Gdybym wiedziała o tym locie rzuciłabym się do nóg polskiemu ambasadorowi i zaklinała by zadzwonił i ostrzegł. Oto do czego prowadzą zabawy w reset stosunków. Lecieć na tyły wroga, w ręce wroga, na łaskę wroga…

Samolot prezydenta

Nikogo nie oskarżam, skąd mam wiedzieć, kto stoi za tą stop-klatką, kto jest najważniejszy w tej czekistowskiej juncie? Dokąd pójść z takim oskarżeniem, do jakiego sądu? Uważajcie mnie za tego człowieka , który trzysta kroków szedł za Raskolnikowem mówiąc do niego: “Morderca”. Przecież Porfirij Piotrowicz wiedział, że nie ma z czym ciągnąć Raskolnikowa do sądu, tym bardziej że Nikołka wziął winę na siebie. Porfirij Piotrowicz chciał by Raskolnikowowi puściły nerwy. Doprowadził go do tego. A oni mają nerwy mocne. Im nie puszczą.

I Herkules Poirot I miss Marple z Agaty Christie pracowali w ten sposób, że swe analityczne wywody popierali faktami: morderca zaczynał robić głupstwa , usuwał świadków, ujawniał się, a potem na publiczym seansie “demaskowania magii” Herkulesa Poirot nie wytrzymywał i rzucał się do ucieczki. Ci nie uciekną… Nawet jeśli zdarzy się cud i w Rosji nastąpi wieczne lato, wątpliwe czy zdołamy osądzić czekistów choćby za wysadzanie domów. Dowodów I zeznań na piśmie nie ma, a z Dostojewskim się do sądu nie pójdzie (”wy zabiliście, wy i nikt inny”). Takie dowody adwokaci i prokuratorzy wyśmieją.

Możecie mi nie wierzyć drodzy Europejczycy, ale w takim składzie i w takie miejsca do nas nie przylatujcie.
A nuż przejdą dziesięciolecia, minie następne 65 lat i na miejsce katastrofy polskiego samolotu poleci nowa grupa polskich polityków. I też się roztrzaska… Nie wiem tylko, czy Andrzej Wajda zdąży nakręcić jeszcze jeden film.

Koncern “Liedorub – international” będzie działał, póki istnieje sowieciarstwo, póki istnieje KGB. I jeśli chciało im się uganiać po Europie za 90 – letnim Krasnowem i truć polonem Litwinienkę , częstować cukierkami z trucizną, kłuć parasolem, to kto mi udowodni że nie można bezkarnie i pewnie usunąć antykomunisty, wroga Łubianki i Kremla Lecha Kczyńskiego? Nie znałam go ale był moim współbojownikiem, towarzyszem broni i będę go opłakiwać, w odróżnieniu od Adama Michnika i innych polskich lewaków, obrońców Jaruzelskiego. Kaczyński był polskim Reganem, następcą Kościuszki, Sowińskiego, Dąbrowskiego i Piłsudskiego. “Polska”oczywiście “nie zginie” [w org. po polsku]. Polska wszystko pamięta i jest na dobrej drodze, ale czekiści lubią ugrzyźć i odskoczyć. Sobacze plemię od czasu sformowania opryczników.

Wladimir Putin smolenskNie mogę nawet powiedzieć, że moja nienawiść się zwiększyła. Nie ma jak się powiększyć. “Mojej nienawiści szerokej jak morze nie mogą pomieścić wybrzeża życia”. Prawda, szekspirowska Julia czuła miłość a nie nienawiść i ja też nie mam do czynienia z Romeo…

Bolesne jest to, że nikt nie za to odpowie. Zresztą to nic nowego. Stalin – ten też nie odpowiedział. I za niego, niewinnego baranka, jego wnuk ciąga po sądach “Nowuju Gazietu”. Uciekli na tamten świat kaci z NKWD i CzeKa i ci których nie rozstrzelali koledzy po fachu, uciekli bezkarni. Czerkiesow na stanowisku, Filip Bobkow był w NTW stara (…) dostaje specjalną emeryturę. Lenin pyszni się w mauzoleum i wciąż są aktualne odznaczenia za Afgan, Czeczenię I Gruzję. A kto zapłacił za pozbawienie życia pasażerów południowo koreańskiego samolotu? Przy okazji w filmie fabularnym na kanale “Imedi” samolot z Lechem Kaczyńskim wybucha gdy leci na pomoc Gruzji. Przyjmijcie że to było pierwszy zwiastun.

Miejsce tragedii

Antysowiecki Kaczyński pomylił się tylko raz – kiedy poleciał sowieckim samolotem na sowieckie terytorium , zaufawszy sowieckiej władzy.
A cywilizowany świat nie będzie oskarżać. Wszystko pokryje ropa, gaz i mgła.

Waleria Nowodworskaja
[W. Nowodworskaja - ros. dysydentka, publicystka i pisarka]

Grani.ru – “Ciężkie lądowanie”

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ