Luty 21 2011

Wajda kradnie ikony w Bułgarii – donosi TW Leonard

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

źródło „/J”  przyjął Z. Bielecki                        Warszawa, dnia 19.01.1968 r

Tajne

Egz. Nr 1

DONIESIENIE

Jerzy Lipman

Operator filmowy. Dobry, przez wielu uważany za czołowego w Polsce . Apodyktyczny i koleżeński. Mądry i sadystyczny. Podobno mściwy. Ma ogromny autorytet i różnorakie powiązania w kraju i za granicą.. Często wyjeżdża za granicę. Ostatnio był w Londynie- wrócił 17 lub 18.01.68- ma tam rodzinę?

Obdarza zaufaniem typowego aferzystę Jerzego Leskiego, którego wprowadził do „Pana Wołodyjowskiego”. Przy realizacji Popiołów Leski namówił Lipmana i Wajdę do kradzieży ikon z cerkwi w Bułgarii. Ikony były inwentaryzowane. Odebrane zostały w kraju przez specjalnego wysłannika z Bułgarii. Sprawę łagodziła Wanda Jakubowska. Lipman często nie liczy się  z koncepcjami reżyserów – narzuca swoje widzenie.

Miewa częste romansy- żona przechodzi nad tym do porządku dziennego, mają syna kilkunastoletniego. Mieszkają w Warszawie –AL. 3 Maja 5/7 m 23, tel. 29-35-38.

Lubi i może pić. Ma przydział do zespołu Kamera. Jest w dobrej komitywie z Jerzym Bossakiem i Józefem Krakowskim. Hobby nie posiada. Autorytet ma absolutny chyba – i u władz centralnych filmowych i współpracowników. Poglądów politycznych nie wypowiada, jest dowcipny. Bierze chyba życie takim jakie jest. Rozmawialiśmy o swoim zawodzie, fachowcem w tej dziedzinie jest b. dobrym.

„ Leonard”

W-wa,19.01.1968r

Film dok “Operator” – reżysera Macieja Jaszczaka kolejny PÓŁKOWNIK

Luty 19 2011

Wajda odsyła na półkę świetny film “Operator”

Taggi : , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Wajda, Hoffman i Kutz – baronowie polskiego filmu blokują film dokumentalny pt.”OPERATOR”.

Andrzej Wajda

Dokument został zrealizowany na zamówienie Redakcji  Widowisk Artystycznych  Programu 2  TVP S.A. Jest to  pierwsze takie dzieło traktujące o środowisku polskich filmowców. Wajda, Hoffman,Kutz grożą autorom filmu i TVP procesami w przypadku, gdyby ich wypowiedzi na które wyrazili wcześniej zgodę, znalazły się w nim. “OPERATORA” oprotestowała też wdowa po  Jerzym Lipmanie, bohaterze filmu nie zgadzając się na realizację jego biografii. Lipman to niezwykła i barwna postać w historii polskiej kinematografii, był współautorem sukcesów Wajdy, Polańskiego, Hoffmana, Kutza, Kawalerowicza i Munka.

Historia ubecko – esbeckich wątków z życia Lipmana opowiedziana w filmie jest pretekstem do pokazania innego oblicza środowiska filmowego w PRL.

Jerzy Lipman

“Operator” to kolejny film, którego może nie zobaczy szersza widownia. Komu zależy na zakłamaniu prawdy o tamtych czasach.

OGRANICZANIE WOLNOŚCI SŁOWA W POLSCE: TO JUŻ NIE WALKA POLITYCZNA – TO ZAMACH NA DEMOKRACJĘ

Domagajmy się prawdy.
A tu znajdziecie zwiastun dokumentu  “Operator” – reż Maciej Jaszczak

Luty 09 2011

Historia trójmiejskiej muszelki – cz. 2

Taggi : , , , ,

img_261Był ciepły poranek. Zesowate Szczęście zwiedzało piękne katalońskie miasto. Nie wiedziała wtedy jeszcze jaka miłosna niespodzianka czeka na nią na służbowej skrzynce. Tymczasem w redakcji nad morzem znany z przeprowadzania regularnych przeglądów skrzynek pocztowych i szuflad swoich podwładnych Krótkoręki Ptaszek wyłączył komputer Zezowatego Szczęścia. Szeregowym pracownikom wydało sie to dziwne. Gdy Krótki Ptaszek poszedł do domu wieczny współpracownik (niech mu będzie Lojalny Kudłacz odpalił komputer Zezowatego Szczęścia i tropem swojego pryncypała, któremu ufał bezgranicznie i którego traktował jak Boga (do czasu!), przetrzepał skrzynkę Zezowatego Szczęścia. Treścią miłosnej wiadomości od Kosmatego Feliego podzielił się z resztą oddziału. Pominął tylko Krótkorękiego Ptaszka i fotoreporterkę (choć to za dużo powiedziane) niech jej będzie Nieudaczna Staruszka. Wiedział, że Ptaszek jest zakochany w Felim i uzależniony od niego, a Nieudaczna Staruszka zawsze grała na dwa fronty. Gdy nie było w pracy Zezowatego Szczęścia, to trzymała z chłopakami i właziła im w dupę, ale gdy tylko wróciło Zezowate Szczęście Nieudaczna Staruszka odwracała się plecami i przymilała sie Zezowatemu Szczęściu.
Z resztą Krótkorękiemu nie warto było mówić, bo sam nie był do tego skory. Rozpruł się w tym temacie dopiero wtedy gdy obcięli mu pensję i szukał ewentualnych haków na Kosmatego i wsparcia wśród chłopaków, ale do tego dojdziemy za chwilę.
O gorącym mailu Kosmatego Feliego do Zezowatego Szczęścia wiedzieli wszyscy pozostali członkowie oddziału włącznie z biurem reklamy.
Ludzie zastanawiali sie jaka będzie odpowiedź Zezowatego Szczęścia na erotyczne propozycje jednego z zastępców redaktora naczelnego najchętniej czytanego dziennika w tym kraju.
Niektórzy mieli nadzieję, że Zezowate Szczęście jest uczciwą i porządną kobietą i nie ulegnie, a nawet pokaże, że ma honor i odejdzie z pracy. Inni twierdzili, że będzie romans, a słynące z podłego charakteru Zezowate Szczęście będzie wykorzystywać swoją pozycję.
Rację miała ta druga grupa.
Zespół przekonał sie o tym gdy z urlopu wróciła bohaterka gorącego romansu.
Bo do tego, że to był gorący romans nikt nie miał wątpliwości.
Feli dzwonił do Zezowatego Szczęścia kilka razy dziennie. Zawsze gdy dzwonił zrywała się do telefonu i wybiegała na korytarz kryjąc się przed innymi pracownikami. Romowy były długie i o wszystkim.
Widząc, że znajomość Zezowatego Szczęścia z Kosmatym Felim nabiera rumieńców Krótkoręki Ptaszek pozwalał jej na wszystko. Urlop dostawała nawet gdy miała okres oraz gdy zdechł jej kot. Oczywiście Krótkoręki Ptaszek nigdzie tego nie wpisywał więc nie naruszało to przysługującego jej urlopu. Robiła tematy o chorych dzieciach i kupy o biednych pieskach i kotkach ze schroniska, do którego nawet sama nie jeździła posyłając tam Nieudaczną Staruszkę.
Na grube tematy jeździli Niedoceniony Lider (chłopak, który robił w odziale najwięcej dostawał jakieś ochłapy na jednym z najniższych etatów w Fucku, a Zezowate Szczęście wyciągało ok. 5 tysięcy złotych miesięcznie. Za co pytam grzecznie?) Lojalny Kudłacz i fotograf Tadeusz Serwatka. Krótkoręki Ptaszek podczas swojej nieobecności robił z Zezowatego Szczęście szefową oddziału. Nic krowa nie robiła i wysługiwała się chłopakami więc często dochodziło do kłótni. Ona wolne miała zawsze, a chłopaki czasem nie mogli pojechać nawet na uczelnię albo musieli zapierdalać ze złamaną ręką.
Pewnego dnia zadzwoniła do jednego z chłopaków redaktorka z Warszawy.  Gdy temat pracy został wyczerpany redaktorka powiedziała – No to niezła popijawa wam się dziś szykuje.
- Dlaczego? – zapytał chłopak z oddziału.
- No Feli dziś do was przyjeżdża.
Nikt w oddziale o tym nie wiedział, ale wszystko stało się jasne, bo Zezowatego Szczęścia tego dnia nie było w pracy.
Innym razem pojechała na koncert jednej z najsławniejszych piosenkarek na świecie, który odbył się w Warszawie. Koncert trwał kilka godzin, Zezowate Szczęście wróciło jakoś po tygodniu…
Potem w rozmowie sama przyznała, że się z Kosmatym Felim kilka razy spotkali.
Ważnym wydarzeniem w życiu redakcji z nad morza był ślub Krótkorękiego Ptaszka.
Chłopaki iść nie chcieli, bo nie podobało im się, że Krótkoręki Ptaszek faworyzuje Zezowte Szczęście, a przyciska jedynie ich. Do tego dochodziła komiczna sytuacja. Ministrantem na ślubie był…Kosmaty Feli.
Na miejscu pana młodego bym się nie zgodził żeby gosć, który grzmoci laski na lewo i prawo, mając żonę, pajacował w kościele i udawał jaki to on świętojebliwy.
Po ślubie oczywiście było wesele. Chociaż ochota na zabawę pryskała gdy siedziało się przy jednym stoliku z żoną Kosmatego i mężem Zezowatego widząc ich smutne minu. Smutne dlatego, że gdy Feli ruszył z Zezowatym Śzczęściem w tany to tyle ich widziano. Pieć tańców z podwładną, jeden z żoną. W końcu żona Feliego się popłakała, bo domysliła się o co chodzi. Z kolei mąż Zezowatego Szczęście siedział jak zbity pies. W końcu najzwyczajniej się wkurwił i wyszedł. Zezowate Szczęście pobiegło z nim. A, że chłopu jaj brakowało, to wrócił.
Niedługo potem miała się odbyć impreza urodzinowa gazety.
Zezowate Szczęście nigdy wcześniej nie jeździło na takie imprezy, ale teraz przecież miało do kogo i po co jechać.
I tu znów przekonujemy się o tym, że Zezowate Szczęście cieszyło się większymi przywilejami niż pozostała część nadmorskiego oddziału.
- Chłopaki wy pojedziecie jak zwykle busem i sobie wrócicie, a dla Zezowatego Szczęścia, Kosmaty Feli kazał mi zamówić pokój w hotelu – powiedział ulubiony, chudziutki piesek Kosmatego Feliego.
Impreza się nie odbyła, bo zmarło się słynnemu felietoniście, a z drugiej strony ludzie nie mieli ochoty jechać, bo akurat był to czas obniżek pensji i wyrzucania z pracy “najsłabszych”.
Krótkoręki Ptaszek dopiero gdy zaczął mu się palić grunt pod nogami, odwarzył sie poruszyc temat romansu Zezowatego Szczęścia z Kosmatym Felim. Okazało się bowiem, że Krótkorękiemu Ptaszkowi ucinają kasę z około 6 kołek spadło mu kilka stówek.
Było jakoś przed wszystkimi świętymi. Zezowate Szczęście wzięło dzień urlopu.
Wtedy właśnie do redakcji zawitał Kosmaty Feli. Był wyjątkowo krótko. Jego
wizyta trwała może z 15 minut. Podsunał Krótkorękiemu Ptaszkowi kilka kwitów do podpisania, uspokoił chłopaków, że roboty nie stracą i dał nogę.
Gdy zamkneły się za nim drzwi ktoś rzucił – Pewnie teraz do Zezowatego Szczęścia na ruchanie pojedzie.
- Pewnie tak – odpowiedział smutny Krótkoręki Ptaszek i zapytał. -
Czy ty masz tego maila co Feli pisał do Zezowatego Szczęścia.
- Oczywiście, że mam – odpowiedział lojalny współpracownik.
- To dobrze. Trzymaj go, bo może się niedługo przydać – powiedział Krótkoręki Ptaszek.
Na tarasie Krótkoręki Ptaszek nerwowo paląc papierosa powiedział jeszcze w rozmowie z kimś.
- On na pewno ma tego maila od Feliego? To dobrze. Pamiętajcie o kolegach.
A, czy Krótkoręki Ptaszek pamiętał o swoich “kolegach”? Tylko wtedy na balkonie, jak mu jego ukochany Feli odebrał pieniądze.

Jak potoczyły się dalesze losy Zezowatego Szczęścia i Kosmatego Feliego? Czy krakowski żigolo jest ojcem jej dziecka? Dlaczego w ciągu miesiąca odeszło z najlepszego oddziału ponad połowa pracowników?

O tym dowiecie się w trzeciej i ostatniej części .

Pozdrawiam
Lain

Styczeń 04 2011

Historia trójmiejskiej muszelki Część I.

Taggi : , , , ,

img_061Witam państwa bardzo serdecznie.
Przedstawiać się nie będę, bo najbardziej zainteresowani i tak wiedzą kim jestem. O sobie powiem tylko tyle, że znam “Fucku” od podszewki.
Często przypisujecie liczne romanse pewnemu redaktorowi z Krakowa. W waszych komentarzach pojawia się często piękne słowo “muszelka”, ale szczegółów niewiele.
Ja przedstawię wam prawdziwą historię płomiennego romansu w “Fucku”.

Pozdrawiam

Lain

On wpływowy redaktor z Krakowa. Lubił mydlić oczy podwładnym, a i żadnej szparce nie przepuścił. Ma żonę (Ktoś kiedyś napisał, że jest brzydka, ale ja uważam, że jest całkiem ok) i dzieci, ale to mu w niczym nie przeszkadza. Niech mu będzie Kosmaty Feli.
Ona dziennikarka z oddziału nad wodą. Leniwa i wstydzi się swojego prawdziwego imienia. Ma męża. Fajny koleś z niego, ale rogów mógłby mu pozazdrościć niejeden jeleń. Niech jej będzie Zezowate Szczęście.
Pewnego dnia Kosmaty Feli robił tradycyjne Tour de Pologne. Gdy zawitał nad morze zabrał tamtejszy oddział do knajpy. Wszyscy jedli, pili i dobrze się bawili. Kosmaty Feli przekonywał młodych dziennikarzy, że są przyszłością tej gazety. Wszyscy byli w niego zapatrzeni, śmiali się z jego nawet głupawych żartów, bo przecież to był Feli. Król i największy dobroczyńca w “Fakcie”. Przyklaskiwał mu najbardziej szef oddziału. Niech mu będzie Krótkoręki Ptaszek.
Po kolacji gdy już wszyscy mieli nieźle w czubie przyszło się im rozstać. Wtedy to pierwszy raz Kosmaty Feli i Zezowate Szczęście spotkali się w gorącym uścisku miłości. On nie wiedziała, że to początek romansu, ale największy lowelas w wydawnictwie wiedział, że niebawem zamoczy w jej muszelce.
Pech chciał, że ona ze swoim mężem wyjechała na urlop do kraju późniejszych mistrzów świata. Zrozpaczony Feli wrócił do hotelowego pokoju. Onanizował się z myślą o Zezowatym Szczęściu aż w końcu nie wytrzymał i postanowił powiedzieć jej o wszystkim. A, że chłop pisać potrafi i bajer ma dobry to napisał pięknego maila, którego cytuję w oryginale:

Dobry wieczor, moja UKOCHANA!
Uwaga, zdradzam moje meskie sekrety i pragnienia. Kiedy wrocilem do
hotelu wtedy po tej pieknej chodnikowej randce, bylem oszolomiony i
wniebowziety, ale tez niezwykle podniecony. Bo oto kilka chwil wczesniej
mialem w ramionach piekna kobiete, ktora pozwalala sie przytulac, z
pewna taka niesmialoscia, ale jednak oddawala pocalunki, ktora moglem
przelotnie dotykac po piersiach i klasc rece na biodrach. Przytulalem
kobiete, ktorej zapach zostal mi na rekach. Wciagalem ten zapach jak
jakis opetany. I wiedzialem, ze zaraz zachowam sie jak napalony
nastolatek, ktory niewielkie ma jeszcze doswiadczenia w ars amandi,
bardziej opiera sie na bujnej wyobrazni i czesto musi dawac upust swoim
emocjom. I jako taki nastolatek zaczalem sie zabawiac z samym soba.
Zamykalem oczy i marzylem, ze jestes kolo mnie, ze mnie dotykasz, ze
pozwalasz sie dotykac, ze nie opierasz sie mi i pozwalasz na wszystkie
mozliwe sposoby cieszyc sie soba. I tak napalony na Ciebie musialem w
dosc prosty acz skuteczny sposob troszke obnizyc seksualne napiecie.
Przez sekunde bylo ok, ale sekunde pozniej napadla mnie mysl: – to nie
tak powinno byc, to powinno sie stac z Jej udzialem, albo co najmniej na
Jej oczach.
Kiedy sie obudzilem rano to pierwsza mysl, jaka mnie naszla, poleciala
do tamtego chodnika. Tak potezna mnie zlapala chcica na Ciebie, ze bez
zastanowienia powtorzylem nocny scenariusz. I przyznam Ci sie, ze ciagle
go powtarzam od tamtego czasu, ciagle myslac sobie, ze jestes blisko, ze
oddajesz mi sie.
W swojej chorej i napalonej na Ciebie glowie mam juz ulozony plan na
Warszawe, znaczy gdybys tu przyjechala w ramach poznawania centrali.
Wieczorem po pierwszym dniu zawoze Cie do pokoiku w apartamentowcu,
gdzie z regulu kladziemy naszych gosci. Tylko czekam, zeby zamknac dzrwi
po wejsciu do Twojego pokoju. Tak bardzo glodny Ciebie zaczynam Cie
tulic, calowac, rozbierac. Klade Cie na lozku i dotykam Twoich nog.
Gladzac rozchylam je i z wielka rozkosza zaczynam smakowac Twoja
muszelke. Czuje jak wilgotnieje, jak sie otwiera. Staram sie, aby moj
jezyk wszedl w Ciebie jak najdalej, zeby spenetrowal kazdy kawaleczek
Twojej kobiecosci.
Pozwalasz mi na coraz wiecej i wiecej i wiecej. A potem, gdy juz
pierwszy glod zostanie troszke zaspokojony kladziesz sie kolo mnie,
wtulasz sie pupa, ja oplatam Cie reka i tak zaspoleni odpoczywamy
chwile. A potem sie znowu karmimy. I znowu… . Jak o tym teraz mysle to
mam wrazenie, ze zaraz eksploduje tak sam z siebie, bez zadnego wspomagania.
W moim kosmatym planie sa tez oczywiscie poranne wizyty, zeby Cie zabrac
po drodze do pracy. Ale wczesniej bardzo bym Cie chcial tak pieknie
rozbudzic i pobudzic… .
Kurcze, ale ja jestem pierdolniety. Co Ty sobie o mnie pomyslisz? Lece
bez specjalnej krepacji takim ocierajacym sie o wulgar tekstem. Ale tak
mam, ze co na mysli to na jezyku.
A najwiekszym szczesciem dla mnie bedzie, jak Cie bede mogl zobaczyc i
dotknac. Oby jak najszybciej. Bo tak bardzo za Toba tesknie.
Dobrej nocy, odpocznij przed podroza, jedz szczesliwie i szczesliwie
wracaj. Czekam na Ciebie.
f

Koniec Części Pierwszej.

W “Fucku” jest zasada, że jeśli nie ma zdjęcia, to nie ma tematu. Dlatego
również do tej historii przysyłam Dawidowi fotografie głównych bohaterów.

Grudzień 30 2010

Miłość homoseksualna kontra Jerzy Matlak,

Taggi : , , , , , , , , , , , , , ,

Miłość homoseksualna kontra Jerzy Matlak, a przyszłość polskiej siatkówki kobiet.

W żaden sposób nie potępiamy osób o odmiennej orientacji seksualnej, tym niemniej jest kilka kluczowych spraw które należy wyjaśnić w polskiej siatkówce kobiet…

lesbijkiOd ponad pięciu miesięcy nie ustaje wrzawa wokół osoby Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty i powodów niepowołania jej do Reprezentacji Polski Kobiet w Piłce Siatkowej. Niezadowolenie kibiców z wykluczenia tej siatkarki narasta tym bardziej, że wtorkowym (przyp.red.21.12.2010) zwycięstwem Ferenbahçe SK w KMŚ i wyróżnieniem Skowrońskiej tytułami MVP i Best Scorer, Skowrońska umocniła swoją pozycję nie tylko w polskiej siatkówce, ale również na arenie międzynarodowej. Dlaczego zatem trener Matlak postanowił zrezygnować z tak wybitnej zawodniczki, a co stało się największą sensacją jego powołań? I dlaczego anonimowa grupa „kibiców” wystosowała pismo od odwołaniu Matlaka z pozycji trenera Reprezentacji Polski Kobiet w Piłce Siatkowej?
Aby przedstawić obraz zaistniałej sytuacji musimy cofnąć się do przeszłości… Szkoła Mistrzostwa Sportowego PZPS Sosnowiec powstała w 1995r. i umożliwia sportowo uzdolnionej młodzieży zdobycie wykształcenia w zakresie szkoły średniej. W tym celu realizuje program zajęć sportowych i program kształcenia właściwy dla liceum ogólnokształcącego. Tutaj też narodziła się miłość Katarzyny Skorupy i Katarzyny Skowrońskiej. Wydawało się, że po zawarciu związku małżeńskiego Skowrońskiej z Dolatą, miłość dziewczyn umrze śmiercią naturalną. Jednak stało się inaczej, podczas MŚ w Japonii w 2006r., czyli ponad 4 lata temu, miłość między dziewczynami odżyła. Prasa wówczas szeroko rozpisywała się na temat odsunięcia trenera Niemczyka a nie o samej kadrze i jej problemach. Również problemy zdrowotne Katarzyny Skorupy, która wówczas „chorowała” odeszły na dalszy plan.
W tym roku odbyło się kolejne Grand Prix z udziałem naszych siatkarek. Jak jest wiadome, Katarzyna Skorupa była zwolniona ze względów zdrowotnych. Jednak, gdy tylko się dowiedziała, że Skowrońska leci na GP skontaktowała się z Matlakiem i powiedziała, że odbyła badania w Krakowie, a tam stwierdzili, że może grać. Wobec powyższego obie zawodniczki znów były razem ale tylko w sensie prywatnym, gdyż pod względem sportowym nie istniały, to znaczy ani Skowrońska ani Skorupa niczego pozytywnego na GP nie zaprezentowały. Matlak nie miał zamiaru rezygnować ze Skowrońskiej, jednak jej słaba forma wynikająca z nieprzespanych nocy i poranne rozdrażnienia działały na szkodę reprezentacji i stały się jedynym powodem niepowołania jej do kadry.

Sama Skowrońska brak powołania komentowała, że „była zaskoczona” oraz wyjaśniała, że „jej niedyspozycja była wynikiem stresu”. Wobec nieprofesjonalizmu dziewczyn, które nie potrafiły opanować miłości do siebie, a co rzutowało na ich formę sportową, po powrocie do Szczyrku Matlak postanowił postawić na młodą Wołosz na rozegraniu oraz na Glinkę na przyjęciu i Kaczor w ataku. Kwestię niepowołania Skowrońskiej do reprezentacji skomentował m.in. Wojciech Drzyzga i Jakub Bednaruk w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem. Drzyzga: „Coś niedobrego dzieje się w reprezentacji żeńskiej i niewiadomo z jakiego powodu. Coś mi mówi, że jest tam trzecie dno. Nie rezygnuje się z takich zawodniczek bez powodu”. Bednaruk: „Trener musi sobie zdawać sprawę, że w razie niepowodzenia na pierwszym planie będzie sprawa Skowrońskiej i Skorupy”.
Wspomnijmy jeszcze, że na samym początku przygotowań, było wiadomo, że Skowrońska wraca do reprezentacji, aby wprowadzić swojego męża – Jakuba Dolatę ze swoim życiowym partnerem (młodym Rogazionim) do nowych dziewczyn w reprezentacji. Matlak chciał ten temat uciąć na początku, aby sprawy męża Dolaty nie wpływały na reprezentację, ale się nie udało. Mąż Skowrońskiej kaperował dziewczyny, a kiedy skończył się szał na Skowrońską, został odprawiony z kwitkiem. Jest zatem oczywiste, że wobec blokady męża przy reprezentacji oraz jej niedyspozycji sportowej, Skowrońska zaczęła niepochlebnie wyrażać się o Matlaku za wykluczenie jej z reprezentacji. Stąd właśnie jej wypowiedzi i wystąpienia o tym, że „już nigdy nie zagra w reprezentacji jeśli trenerem będzie Matlak”. A rzekome „protesty kibiców” dotyczące odwołania Matlaka z pozycji trenera reprezentacji kobiet zostały spreparowane i miały na celu zepchnięcie Matlaka do defensywy.
Nie ulega wątpliwości, że polska siatkówka ma się źle. Tym bardziej, że w PZPS i innych strukturach odpowiedzialnych za obie reprezentacje brak jest osób kompetentnych, charyzmatycznych, odznaczających się autorytetem, a którzy to byliby w stanie pociągnąć polską siatkówkę do sukcesów i zwycięstw. Wygląda na to, że PZPS ma ogromny orzech do zgryzienia, musi bowiem znaleźć rozwiązanie, aby w przyszłości orientacja seksualna nie wpływała na formę sportową siatkarek czy siatkarzy, a trenerzy nie stali się kozłami ofiarnymi. Quo Vadis polska siatkówko?…

Mirosław Przedpolaniecki

Grudzień 28 2010

Wigilijna opowieść (na Fakcie)

Taggi : , , ,

Redaktor Franek Robert (Franek to imię, Robert to nazwisko – jak ogłaszał w komunikacie w swojej komórce) usiadł ciężko w fotelu. Był naprawdę zmęczony. Cały długi tydzień użerania się z tą hałastrą. Koszmar! Bałwany nie potrafią słowa złożyć po polsku i on musi pilnować, żeby ta cała maszyneria kręciła się, jak należy! Taka rola to wielka misja, ale bywa to męczące.

Chociażby dziś – ten gamoń z Krakowa znowu pomylił osobę podejrzewaną z obobą podejrzaną i zarzuty z aktem oskarżenia! I znowu musiał wkroczyć red. Franek Robert i zrobić porządek. I znowu okazało się, że fota podejrzanego to zdjątko faceta z ulicy! Redaktor Robert schował twarz w dłoniach. Czuł się bardzo zmęczony.

Jeszcze ta głupia Anka z Gliwic! Przegięła maksymalnie! On jej pisał o niewątpliwych walorach jej muszelki, a ta pinda zaczęła pyszczyć o jakimś wykorzystywaniu seksualnym! Boże, co za czasy! Kiedyś starczyło takiej psiucie z Wólki Wielkiej czy innego Poznania napisać, że może ją weźmie do Warszawy na redaktorkę i było jechane! Teraz smarkula zaczyna bredzić coś o prawach człowieka, o godności itd… „Kryzys kurwa we wszystkim” westchnął red. Robert. Podszedł do szafki, wyciągnął butelczynę z brązowawym trunkiem. Nalał pełną szklankę, wypił wszystko duszkiem. Potem jeszcze raz…

Z odrętwienia obudził go czyjś głos, wymawiający głośno jego imię i nazwisko.

– O co chodzi?! Kto pani pozwolił wchodzić bez pukania do mojego gabinetu?! Ja wezwę ochronę, ja… – głos uwiązł mu w krtani.

Kobieta stojąca w gabinecie patrzyła na niego badawczo. Wiało od niej chłodem. Redaktor Robert czuł wszystkimi zmysłami, że nie jest w stanie na nią krzyczeć. Nie może jej zmusić do czegokolwiek. Poczucie bezsilności sprawiało, że miotała nim na przemian furia i dziki, zwierzęcy strach. Te czarne, świdrujące oczy… Kim u licha była ta baba?!

- Wiesz, kim jestem. Przyjdę po ciebie równo za rok. A teraz zabieram cię na spacer – głos otulonej w ciemną pelerynę kobiety powiał lodowatym chłodem.

Red. Robert zobaczył rozpadającą się chatę nad jeziorem. Podszedł do okna. W izbie, przy ledwo tlącym się kominku, siedziała matka i dwóch synów. Wszyscy mieli posępne, zamyślone twarze.

- Zapamiętajcie ojca, jako porządnego człowieka. On chciał, żebyśmy mieli co jeść – głos kobiety był ledwo słyszalny, załamywał się. Zapadła głucha cisza. Młodzi chłopcy tępo patrzyli w ledwo tlący się ogień. Starszy mógł mieć 16 lat, młodszy – około 10.

- To po cholerę mówił Faktowi, że mamy jezioro wódki?! Czy on na głowę upadł?! – nie wytrzymał starszy.

- Przecież sam wiesz, że nie mieliśmy pracy. A ten redaktorek dawał stówę. To dużo pieniędzy – tłumaczyła beznamiętnie matka.

- A w dupę niech sobie wsadzi te pieniądze! Ja teraz nie mam taty! – rozpłakał się młodszy z synów.

Red. Robert rozejrzał się niespokojnie. Tajemnicza pani stała o kilka kroków od niego.

- O co im chodzi? Przecież dostali kasę – wyszeptał redaktor.

- Stali się pośmiewiskiem całej okolicy. Nie wiedziałeś o tym? Ojciec tych dzieci szukał pracy, gdzie tylko mógł. I wszędzie wyśmiewali go, że może sprzedawać wódkę ze swojego jeziora. Nie wytrzymał tego i powiesił się. Pamiętasz, kto wysyłał dziennikarza do tej rodziny? Kto wymyślił ten temat? – pytania kobiety smagały, niczym bicz.

Malutkie mieszkanko w bloku. Przy stole siedzi mężczyzna w średnim wieku. Pije wódkę. Pierwszy kieliszek, drugi, kolejny…  Red. Robert zna jego twarz. Skąd? Nie pamięta… Chociaż… Zaraz, zaraz. Czy to nie jest ten pedofil z Łodzi? Ten, co go wypirdzielili z pracy po artykule w Fakcie? Tak, to on…

- Co on robi, czy jego porąbało?! Dlaczego on staje w oknie?! – red. Robert pyta tajemniczą panią.

- Bo zrobiliście z niego bydlaka w milionie egzemplarzy. Zdradzę ci, że za tydzień policja złapie prawdziwego pedofila… Ale to będzie dopiero za tydzień. Za długo, aby czekać na newsa – głos tajemniczej pani zabrzmiał szyderczo.

- Co on robi?! Kurwa, człowieku! Poczekaj tydzień! Pomyliliśmy się! Sorki! No kurwa nie wydziwiaj, co ty robisz?! – krzyczał red. Robert w zapamiętaniu.

- On cię nie słyszy. Nie zmienisz biegu zdarzeń – szepnęła tajemnicza pani.

Domek w podwarszawskiej wsi. W drzwiach staje młody chłopak z rozwichrzonymi włosami. Nieprzytomnym wzrokiem szuka kogoś w izbie. W końcu zobaczył młodziutką, przerażoną Anię, chowającą się za stołem.

- Ty kurwo jedna! To po toś do Warszawy jeździła, żebyś bachora przywiozła?! A coś mi przysięgała?! – młodzieniec krzyczał w zapamiętaniu.

- Antek, wybacz! To nie moja wina! To ten gnojek Robert mnie zgwałcił! Kto by uwierzył, że nie chciałam?! – dziewczyna zaczęła płakać.

Red. Robert rozejrzał się niespokojnie. Natrafił na stalowy wzrok tajemniczej pani. „To nieprawda” – wyszeptał chrapliwie.

- Ty wiesz, jak było naprawdę. I ja też wiem – odparła.

- Ja mam naprawdę dobre strony! Takiego Malinowskiego ostatnio zatrudniłem. On mnie wychwala pod niebiosa za robotę – rzucił red. Robert.

- Naprawdę tak myślisz? – rzuciła drwiąco tajemnicza pani.

I red. Robert zobaczył mały, wynajmowany pokoik świeżo upieczonego redaktora Malinowskiego. On właśnie rozmawiał z żoną.

- I co, dali ci robotę? – pyta kobieta.

- Dostałem, ale ten skurwiel dał mi 1,5 tys. na rękę – rzucił zdenerwowany Malinowski.

- To gnojek! Niechby sam spróbował przeżyć za te pieniądze! Ale nie zaprzątajmy sobie głowy gnidami. Siadaj do Wigilii. Przygotowałam ją specjalnie dla ciebie. Red. Robert niech ma własne piekiełko… – skwitowała kobieta.

Red. Robert popatrzył na tajemniczą panią. Chciał coś powiedzieć, ale słowa nie chciały popłynąć. Zobaczył inny świat. Taki, którego istnienia nawet się nie spodziewał. Westchnął i… zapłakał…

Następnego dnia obudził się przed piątą. Nie mógł doczekać się początku pracy. Podszedł do recepcjonistki i… przeprosił ją. Napisał oświadczenie, że jest bydlakiem, który zgwałcił niewinną dziewczynę i teraz bierze na siebie cały ciężar odpowiedzialności. Czuł się lekko, podpisując taki cyrograf. Podszedł do Malinowskiego.

- Wiesz co, zaproponowałem ci za mało. Dostaniesz cztery tysie na rękę, to będzie OK.? – zapytał beztrosko.

Malinowski otworzył usta ze zdziwienia. Kiwnął potakująco głową, ale nie był w stanie przemówić. Kolegium redakcyjne. Redaktor Robert odrzucił dwa tematy z powodu zbyt słabych dowodów. Jeden polityk nie został alkoholikiem, pewna pani nie została cichodajką.

Po kolegium Red. Nacz. Wezwał red. Roberta do siebie. Porozmawiali. To. Co usłyszał, utwierdziło Red. Nacza. W decyzji.

- Stary, sorki, to nic prywatnego. Nie zatrudniliśmy cię tu, żebyś czuł i myślał. Na etacie kapo pracujesz, jako kapo, nie rozumiesz?! – wywrzaskiwał Red. Nacz.

A red. Robert nie rozumiał. I może dobrze… Stracił pracę w Fakcie, ale po raz pierwszy od wielu lat zaczął zerkać w lustro. I widział swoje odbicie…

Dawid

Grudzień 20 2010

Chwila dla Faktu

Taggi : , , ,

CHINA-SOCIETY-MINORITY-ANIMALS-DOGW komentarzach pojawił się bardzo ciekawy (i prawdziwy) wpis na temat szykującej się rozgrywki dwóch gigantów. Sprawa jest na tyle istotna, że powinna trafić na stronę główną – co niniejszym czynimy. Powiem szczerze – dla „normalnych” dziennikarzy to wybór między dżumą, a cholerą. Dobrze jednak, że biorą się za bary, bo to w ostatecznym rozrachunku może się okazać korzystne dla nas. Oto wpis autora „Pixi i Dixi”

Dawid

Od dłuższego czasu wydawać się mogło, że dwa wydawnictwa – Bauer i Axel – mają zawarty rozejm. Poza kilkoma wyjątkami swoje produkty wydawnictwa pozycjonowały tak, by wzajemnie nie wchodzić sobie w drogę. Wróble ćwierkały, że była to kwestia zawartego porozumienia: po co się bić, gdy korzystniej się dogadać.
Jak wiemy, oba koncerny dymanie swoich pracowników i współpracowników do prowadziły do perfekcji. Dymanie ma jednak to do siebie, że wchodzi w krew, i wydymanych stale mało. Tak więc wieść z miasta niesie, że jeden z tygodników Bauera porywa się na dymanie Faktu. Nie wiemy tylko, czy naczelny wyrwał się przed orkiestrę, czy więcej – jest to część nowej strategii wydawnictwa na B.
Oto bowiem w pewnym starym tygodniku Bauera zachodzą zmiany.
Czy tygodnik się “tylko” zmienia? Czy też zamierza obficie pożywić się kosztem Faktu?

Powiedzmy, że wcześniej poczyniono pracowite przygotowania. I to jest ciekawe jakie.
Jednym z istotnych etapów było przygotowanie strony graficznej. Wizualnie odbiegać ponoć będzie od tego, co tygodnik prezentował do tej pory, a przypominać ma właśnie Fakt. Nie przypadkiem jest fakt, że w przygotowaniach brali udział graficy, którzy kiedyś w Fakcie grali pierwsze skrzypce. Smaczku dodaje fakt, że tworzenie nowego lejautu ma mieć jak głoszą plotki – motyw osobistej zemsty.
Jak donoszą nasi tajni informatorzy z ulicy Motorowej, zmienić się ma także sposób realizowania zdjęć. Odpowiednie wytyczne dostali już: agencje, fotoreporterzy i dziennikarze. Ich zadaniem będzie realizowanie tematów bardziej po Faktowemu, z naciskiem na zdjęcia archiwalne.
Za te ostatnie redakcja ponoć zamierza płacić bohaterom (jak się dowiedzieliśmy – kosztem wyceny fototoreportera). Ale ta tym nie koniec.
No bo co w tym złego, że jednak gazeta zżyna szatę od drugiej. Przecież SE tak zrobił i jest git. Albo co w tym złego, że tygodnik będzie jechał na tematach z dziennika. Przecież zawsze tak było, że tygodniki inspirowały się dziennikami.
Otóż tu poczyniono jeszcze jeden krok: redaktorami tygodnika zostali dawni redaktorzy Faktu. Mają bazę kontaktów do reporterów dziennika. I bez problemu zamówią tekst u dziennikarza Faktu. Oczywiście pod pseudonimem. Całość będzie zmiksowana z krzyżówkami, przepisami kulinarnymi, poradami i bzdetami o miłości.
Nowa odsłona starego tygodnika w kioskach już niebawem. Cóż, życie uczy, że żaden pokój nie trwa wiecznie.

Grudzień 19 2010

Prezenty mało świąteczne

Taggi : , , , ,

prezesDostałem maila od Franka – byłego pracownika Faktu. Okazuje się, że kolejny grudzień upływa pod znakiem zwolnień i obniżek płac…

Franek to oczywiście pseudonim reportera zwolnionego jakiś czas temu. Pisze:

mnie tez obiecywano, ze jak skończy się kryzys, to będą podwyżki, a kiedy zwalniano – obiecywano nowy projekt (teraz też taki obiecują). Jednak już ogłoszono na zebraniu, że w marcu będą kolejne obniżki pensji, a potem zwolnienia.
Tyle, ze wylewają ludzi już teraz. Zwolniono wczoraj Marka Ignasiewicza (zajmował się sprawami PZPN), a szef sportu ruszył po Polsce… z misją zwalniania ludzi. Wyleciał Rafał Góral z Katowic, dzisiaj Wojtek Miller z Poznania. Regiony w strachu, gdzie teraz pojedzie Mariusz. Ja stawiam na Gdańsk.”
Tyle Franek… Powie ktoś, że prywatna spółka ma prawo samodzielnie decydować o zatrudnianiu, bądź zwalnianiu ludzi. Jak się jednak do tego mają niedawne wypowiedzi prezesa ASP o wypracowanych zyskach spółki? Propaganda sukcesu? Nie sądzę.
Prawda jest taka, że Fakt jest wydawany przez koncern niemiecki. Właścicieli zza Odry nie za bardzo obchodzą roszady personalne na kierowniczych stołkach. Liczy się tylko to, czy gazeta (a w zasadzie: czy polska córka ASP) osiąga odpowiedni zysk.
Inaczej mówiąc: polscy szefowie Faktu mają luzik, o ile zyski są stałe i przewidywalne. Każda wydana „niepotrzebnie” złotówka przybliża kierownictwo do sądnego dnia, kiedy to Niemcy powiedzą „sprawdzam”.
I nagle mogłoby się okazać, że według właścicieli polskie naczalstwo spółki i gazety zarabia zbyt dużo. To byłoby mało przyjemne. To kierownictwo musiałoby zacisnąć pasa, a po co to robić? Nagle pan prezes musiałby pocieszyć się pięciocyfrową wypłatą, Grzegorz J. z 80 tys. zszedłby na 40, a Robercik miast 25 tys. dostałby zapomogę w postaci dyszki… Wizja wręcz katastroficzna…
To dlatego właśnie, z powodu strachu przed obudzeniem się niemieckich właścicieli, polskie kierownictwo maksymalnie winduje zyski. Byle kilka punktów przybyło i będzie spokój. Dlatego z redakcji wylatują ludzie z tzw „pierwszej linii”. Zastąpią ich tańsi, bardziej dyspozycyjni ludzie z ulicy. Wilczy kapitalizm w najbardziej prymitywnej postaci. Coś, jak w reymontowskiej „Ziemi obiecanej”.
O krótkowzroczności takiej polityki kadrowej pisałem już wiele razy. To się będzie mścić – choćby brakiem fachowości tej „pierwszej linii” i nieuniknionymi procesami sądowymi. Na dłuższą metę to samobij, strzał w stopę. Na krótszą jednak wystarcza – jeszcze kilka lat szefowie spółki i redakcji będą pobierać gigantyczne wynagrodzenia. Przygotują sobie miękkie lądowanie na czas, kiedy te pseudooszczędności okażą się zbyt kosztowne.
Ten chocholi taniec będzie trwał. Pobudkę mogą zagrać tylko prawdziwe, bezkompromisowe związki zawodowe. Takie, które powiedzą panom prezesom „NIE”. Zamiast obniżek płac szeregowych pracowników o 5 czy 10 procent zażądają obniżki pensji pana prezesa o pół proc. I wyjdzie na to samo

Dawid

Październik 30 2010

Urodzinki

Taggi : , , ,

urodzinyNasza strona działa już grubo ponad rok. Po numerach z krajowymi serwerami wyprowadziliśmy się w bardziej egzotyczne strefy. I pod słońcem tropików istniejemy już prawie rok. Przykra wiadomość dla brukowców – właśnie opłaciliśmy działanie tej witryny przez kolejny rok.


W zasadzie ożna powiedzieć, że mamy urodziny. Tę stronę składa wielu ludzi. Takich, którzy poczuli się oszukani kłamstwami Faktu i innych brukowców.  Nasze publikacje były niewygodne dla koncernów medialnych. Wolności słowa musieliśmy szukać poza granicami Szacownej RP.

Tak jest do dzisiaj. Funkcjonujemy pod słońcem tropików. Kosztuje nas to 100 USD na rok. To nasz zrzutkowy wkład w obronę polskiego dziennikarstwa.  Ot, jedna impreza mniej. W naszym gronie są ludzie, którzy – wbrew wszystkim i wszystkiemu – wierzą w dziennikarską misję. W dotrzymanie słowa. W fachowość naszego fachu.

Wierzymy, że w końcu także w gazetach, rozgłośniach i stacjach TV powstaną związki zawodowe z prawdziwego zdarzenia.  Po to istnieje ta strona. My, dziennikarze, walczyliśmy o wszystkich – tylko o sobie zapomnieliśmy. My jeszcze nawet nie przeskoczyliśmy muru stoczni (poza pewnymi świetlistymi przykładami, które staraliśmy się tu pokazywać).

Prekojot, Piotr, Beata, Rep, Shinaldi, Antyfakt, Kaśka, Fiatowiec, Giguś, Maxi, T-54, Wojtek Wardejn, Szubi, Pipi, Molestowana,  Champion, Tuszonka, Pier Du, Fuck off – wszystkim Wam dziękuję i proszę o jeszcze. Przepraszam – wszystkich nie spamiętałem, ale człowiek ze mnie wiekowy. Wybaczcie sklerozę – i piszcie! Każdy nadesłany materiał (sensowny!) znajdzie się na stronie. Obiecuję!

A teraz podstawowa kwestia. Takie „sprawdzam” podczas gry. Potwierdźcie naszą wiarę w sens istnienia tej strony. Napiszcie, czy warto to ciągnąć…

Dawid

Październik 28 2010

Fakt okrada swoich

Taggi : , , , ,

zlodziejPublikujemy list obecnego dziennikarza „Faktu”. Bez komentarza – bo takowego nie trzeba. Mail mówi wszystko o polityce personalnej, o podejściu władz koncernu ASP do swoich własnych pracowników. Jedna dygresja – czy oni (w rozumieniu: władze ASP) są tak zadufani w sobie, czy może po prostu… mądrzy inaczej?

Dawid

W Fakcie zapowiedziano właśnie redukcję wynagrodzeń. Od stycznia mamy zarabiać mniej. Bo wydawnictwo chce redukować koszty. A co jest tego przyczyną? Chyba tylko pazerność prezesa lub niemieckiego właściciela. Bo jak czytam w Wirtualnych Mediach: „dzienniki z czołówki zarobiły z reklam więcej niż rok wcześniej: „Fakt” (Axel Springer Polska) o 17,5 proc., „Polska The Times” (Polskapresse) o 12,6 proc., „Metro” (Agora) o 9,4 proc., a „Rzeczpospolita” (Presspublica) o 5,6 proc.”.  I jeszcze pamiętny list prezesa do pracowników Axela z początku roku, że firma odnotowała rekordowe zyski.

No to co jest do cholery. Pasibrzuchy z Axela zarobią kolejny milion więcej a my dostaniemy po dupie. Wielka szkoda, że nie mamy związków zawodowych. Sytuacja wręcz wymarzona do podjęcia strajku. Namawiam wszystkich na strajk. Po prostu nie będziemy nic pisać przez kilka dni. Ale wszyscy. Tylko czy to się uda….Bo przecież jak ktoś zarabia 15 tys na miesiąc i mu obetną 10 proc to będzie zarabiał 13500 i tak to kupa szmalu a jak ktoś dostaje 2000 i dostanie 1800 to zupełnie inne 10 procent. Więc syty głodnego pewnie nie zrozumie. W Polsce pojawiła się wilka konieczność założenia związków zawodowych. Wielka.

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ