Sierpień 06 2011

FREAKS = My Naród – Andrzej Wajda

Taggi : , , , , , , ,

freaks andrzej wajda

film fabularny FREAKS / Dziwolągi/
reżyseria: Tod Browning
scenariusz: Willis Goldbeck, Al Boasberg (więcej…)
premiera: 20 lutego 1932 (Świat) 1932-02-20
produkcja: USA
gatunek: Dramat, Horror

Opowieść o trupie cyrkowej, w której skład wchodzą w głównej mierze ludzie – wybryki natury. Piękna akrobatka Cleopatra obiecuje wyjść za karła. Ale tak naprawdę chodzi jej tylko o oszczędności zakochanego w niej małego człowieczka. Lecz zemsta “odmnieńców” będzie bezlitosna…

http://www.google.pl/images?hl=pl&q=freaks+film&um=1&ie=UTF-8&source=univ&sa=X&ei=S7WHTYa2EYztOZ3YrN4M&sqi=2&ved=0CDsQsAQ&biw=1076&bih=560

plagiatjpg——————————————————–
film fabularny My Naród
reżyseria: Andrzej Wajda
scenariusz: Janusz Głowacki
premiera: jesień 2011 r.
produkcja: Poland
gatunek: komedia

„Nie potrafię zaakceptować faktu, że bohater „Solidarności”, człowiek, który odegrał tak znaczącą rolę w historii, jest dzisiaj w Polsce atakowany przez ludzi, którzy w porównaniu z nim są nikim, przyszli znikąd i reprezentują najgorszą część naszego społeczeństwa” – powiedział Wajda.

http://www.google.pl/images?hl=pl&q=wajda+odznaczony&um=1&ie=UTF-8&source=og&sa=N&tab=wi&biw=1076&bih=5

ZNAJDŹ RÓŻNICE W PRZEDSTAWIONYCH OBRAZACH

Marzec 09 2011

Tadeusz Chmielewski – współpracownik Służby Bezpieczeństwa

Taggi : , , , , , , , ,

Tadeusz Chmielewski ?Łódź 22 VI 61

Zobowiązanie

Ja Tadeusz Chmielewski zobowiązuję się na zasadach dobrowolności współpracować z Organami Służby Bezpieczeństwa.

Faktu tego nie zdradzę osobom trzecim oraz wszystkie dokumenty zawierające  moje informacje podpisywał będę pseudonimem Stefania

Tadeusz Chmielewski

Teczka pracy

Pseudonim „Stefania”, „Śmiały III”

Nr ARCH, ……
Wykorzystywany przez W.U.B.P. w Łodzi do inwigilowania środowiska filmowego.

Pisał doniesienia dotyczące  Mikołaja Sprudina, Henryka Danielewicza, Marka Frankensteina, Ewy Frykowskiej, Jerzego Lipmana – Lipińskiego, Kurta Webera, Ignacego Tauba i innych.
Chmielewski Tadeusz

Tadeusz Chmielewski to reżyser, scenarzysta i producent. Urodził się w 1927 r. w Tomaszowie Mazowieckim. W 1954 r. ukończył wydział reżyserii PWSF w Łodzi. Debiutował komedią „Ewa chce spać”, uhonorowaną “Złotą Muszlą” i nagrodą za scenariusz na festiwalu w San Sebastian. Do jego najbardziej znanych filmów należą: „Gdzie jest generał”, „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, „Nie lubię poniedziałku”, „Wiosna Panie sierżancie” i „Wierna rzeka”.
Od 1984 r. Tadeusz Chmielewski jest dyrektorem studia filmowego „Oko”. W 2008 otrzymał Doroczną Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie filmu, a w 2010 – Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za całokształt dokonań artystycznych.

Chmielewski Tadeusz

Dotychczasowymi laureatami Orła za Osiągnięcia Życia byli m.in.: Andrzej Wajda (2000), Roman Polański (2003), Jerzy Hoffman (2006) i Janusz Morgenstern (2008). W ubiegłym roku statuetkę otrzymał scenarzysta filmowy Jerzy Stawiński.

Za tydzień konkursu ciąg dalszy……

Proszę zgadnąć do jakich filmowców należą pseudonimy:

„Jeż” – Jerzy Lipman Lipiński

„J”- Jerzy Lipman Lipiński

„Stefania”-  Tadeusz Chmielewski

„Śmiały” III- Tadeusz Chmielewski

„Juliusz”-
„Jo”-
„Irena”-
„Blask”-
„Henri”-
„Continental”-
„Przyjaciel”-
„Fellini”-
„Hanka” -

OPERATOR – PIERWSZY PÓŁKOWNIK  OBEJRZYJ KONIECZNIE!!

Marzec 09 2011

Pseudonim „Stefania”, „Śmiały III” – Tadeusz Chmielewski – Wielki Narodowy Quiz cz II

Taggi : , , , , , , , , ,

Mamy już pierwszego zwycięzcę w kategorii Film Polski.

Pan Zenon z Tłoków Dużych zgadł bez pudła pod jakim pseudonimem kryje się znany reżyser TADEUSZ CHMIELEWSKI.

Tak!!! STEFANIA i ŚMIAŁY III,  to pan Tadeusz… Brawo !!! panie Zenonie….

A teraz przybliżymy państwu sylwetkę naszego bohatera, pana Tadeusza, nie pana Zenona z Tłoków Dużych.

…and the Oscar goes to…. ( sorry…) Orzeł goes to…

Orły 2011. Chmielewski z nagrodą za Osiągnięcia Życia

Reżyser i producent filmowy Tadeusz Chmielewski to tegoroczny laureat Orła za Osiągnięcia Życia. Jest twórcą wielu popularnych filmów m.in. “Ewa chce spać” i “Nie lubię poniedziałku”.

Tadeusz Chmielewski?

Nazwisko laureata Orła za Osiągnięcia Życia ogłoszono w środę na konferencji prasowej w stolicy. Statuetki polskich Orłów przyznawane są corocznie – w różnych kategoriach – przez liczącą ponad 500 członków Polską Akademię Filmową.
- Pana Tadeusza w zasadzie nie trzeba przedstawiać, wszyscy wiemy jakie obrazy są jego dziełem i jaka wrażliwość się w nich kryje, jaki jest jego dorobek, za który mu dziękujemy – powiedział minister kultury Bogdan Zdrojewski.
Panie ministrze kultury, Bogdanie …pragniemy przedstawić inny rodzaj wrażliwości naszego laureata Tadeusza – powiedział Brukowiec – Story
Tadeusz Chmielewski – reżyser, scenarzysta i producent filmowy, twórca popularnych komedii
A teraz komedia w wykonaniu Tadzia, sorry pana Tadeusza…., że boki zrywać…

Tadeusz Chmielewski 2011

Luty 23 2011

Jerzy Lipman donosi na Andrzeja Wajdę

Taggi : , , , , , , , , , , ,

Jeden z pierwszych donosów tw.Jeż / Jerzy Lipman/ na Wajdę. Studiowali razem w Szkole Filmowej.

Tak Lipman widział swojego najlepszego przyjaciela:

Doniesienie agenturalne 16.10.50 r

Wajda Andrzej jest studentem II r wydz. realizatorskiego PWSF. Wraz z Nałęckim przyjechał z Krakowa z ASP gdzie był członkiem prezydium ZU ZAMP i gdzie wstąpił jako kandydat do PZPR. Jest serdecznym przyjacielem Nałęckiego i pod jego wpływem. Aktywnie nie pracuje i mniej jest wyrobiony politycznie od Nałęckiego. Na terenie szkoły nie należy do Partii, gdyż dotychczas nie przyszły jego papiery z Krakowa. Przez lato był razem z Nałęckim w Łagowie. Utrzymuje kontakt z tymi samymi ludźmi co Nałęcki. O jego osobistym obliczu politycznym trudno jest coś powiedzieć, gdyż jest wyrazicielem poglądów Nałęckiego. „Jeż”

Zadanie: Ustalić pobyt ich w czasie okupacji / Nałęckiego i Wajdy/ ich rodzaj pracy, przynależność do organizacji; oraz miejsce praktyki w czasie ferii letnich 1950 r

Kutz w berecie, Lipman za kamerą, Wajda z prawej w ciemnych okularach

Mafia filmowa

Luty 21 2011

Kogo lub czego boi się Andrzej Wajda?

Taggi : , , , ,

LIPMAN2LIPMAN

Luty 09 2011

Historia trójmiejskiej muszelki – cz. 2

Taggi : , , , ,

img_261Był ciepły poranek. Zesowate Szczęście zwiedzało piękne katalońskie miasto. Nie wiedziała wtedy jeszcze jaka miłosna niespodzianka czeka na nią na służbowej skrzynce. Tymczasem w redakcji nad morzem znany z przeprowadzania regularnych przeglądów skrzynek pocztowych i szuflad swoich podwładnych Krótkoręki Ptaszek wyłączył komputer Zezowatego Szczęścia. Szeregowym pracownikom wydało sie to dziwne. Gdy Krótki Ptaszek poszedł do domu wieczny współpracownik (niech mu będzie Lojalny Kudłacz odpalił komputer Zezowatego Szczęścia i tropem swojego pryncypała, któremu ufał bezgranicznie i którego traktował jak Boga (do czasu!), przetrzepał skrzynkę Zezowatego Szczęścia. Treścią miłosnej wiadomości od Kosmatego Feliego podzielił się z resztą oddziału. Pominął tylko Krótkorękiego Ptaszka i fotoreporterkę (choć to za dużo powiedziane) niech jej będzie Nieudaczna Staruszka. Wiedział, że Ptaszek jest zakochany w Felim i uzależniony od niego, a Nieudaczna Staruszka zawsze grała na dwa fronty. Gdy nie było w pracy Zezowatego Szczęścia, to trzymała z chłopakami i właziła im w dupę, ale gdy tylko wróciło Zezowate Szczęście Nieudaczna Staruszka odwracała się plecami i przymilała sie Zezowatemu Szczęściu.
Z resztą Krótkorękiemu nie warto było mówić, bo sam nie był do tego skory. Rozpruł się w tym temacie dopiero wtedy gdy obcięli mu pensję i szukał ewentualnych haków na Kosmatego i wsparcia wśród chłopaków, ale do tego dojdziemy za chwilę.
O gorącym mailu Kosmatego Feliego do Zezowatego Szczęścia wiedzieli wszyscy pozostali członkowie oddziału włącznie z biurem reklamy.
Ludzie zastanawiali sie jaka będzie odpowiedź Zezowatego Szczęścia na erotyczne propozycje jednego z zastępców redaktora naczelnego najchętniej czytanego dziennika w tym kraju.
Niektórzy mieli nadzieję, że Zezowate Szczęście jest uczciwą i porządną kobietą i nie ulegnie, a nawet pokaże, że ma honor i odejdzie z pracy. Inni twierdzili, że będzie romans, a słynące z podłego charakteru Zezowate Szczęście będzie wykorzystywać swoją pozycję.
Rację miała ta druga grupa.
Zespół przekonał sie o tym gdy z urlopu wróciła bohaterka gorącego romansu.
Bo do tego, że to był gorący romans nikt nie miał wątpliwości.
Feli dzwonił do Zezowatego Szczęścia kilka razy dziennie. Zawsze gdy dzwonił zrywała się do telefonu i wybiegała na korytarz kryjąc się przed innymi pracownikami. Romowy były długie i o wszystkim.
Widząc, że znajomość Zezowatego Szczęścia z Kosmatym Felim nabiera rumieńców Krótkoręki Ptaszek pozwalał jej na wszystko. Urlop dostawała nawet gdy miała okres oraz gdy zdechł jej kot. Oczywiście Krótkoręki Ptaszek nigdzie tego nie wpisywał więc nie naruszało to przysługującego jej urlopu. Robiła tematy o chorych dzieciach i kupy o biednych pieskach i kotkach ze schroniska, do którego nawet sama nie jeździła posyłając tam Nieudaczną Staruszkę.
Na grube tematy jeździli Niedoceniony Lider (chłopak, który robił w odziale najwięcej dostawał jakieś ochłapy na jednym z najniższych etatów w Fucku, a Zezowate Szczęście wyciągało ok. 5 tysięcy złotych miesięcznie. Za co pytam grzecznie?) Lojalny Kudłacz i fotograf Tadeusz Serwatka. Krótkoręki Ptaszek podczas swojej nieobecności robił z Zezowatego Szczęście szefową oddziału. Nic krowa nie robiła i wysługiwała się chłopakami więc często dochodziło do kłótni. Ona wolne miała zawsze, a chłopaki czasem nie mogli pojechać nawet na uczelnię albo musieli zapierdalać ze złamaną ręką.
Pewnego dnia zadzwoniła do jednego z chłopaków redaktorka z Warszawy.  Gdy temat pracy został wyczerpany redaktorka powiedziała – No to niezła popijawa wam się dziś szykuje.
- Dlaczego? – zapytał chłopak z oddziału.
- No Feli dziś do was przyjeżdża.
Nikt w oddziale o tym nie wiedział, ale wszystko stało się jasne, bo Zezowatego Szczęścia tego dnia nie było w pracy.
Innym razem pojechała na koncert jednej z najsławniejszych piosenkarek na świecie, który odbył się w Warszawie. Koncert trwał kilka godzin, Zezowate Szczęście wróciło jakoś po tygodniu…
Potem w rozmowie sama przyznała, że się z Kosmatym Felim kilka razy spotkali.
Ważnym wydarzeniem w życiu redakcji z nad morza był ślub Krótkorękiego Ptaszka.
Chłopaki iść nie chcieli, bo nie podobało im się, że Krótkoręki Ptaszek faworyzuje Zezowte Szczęście, a przyciska jedynie ich. Do tego dochodziła komiczna sytuacja. Ministrantem na ślubie był…Kosmaty Feli.
Na miejscu pana młodego bym się nie zgodził żeby gosć, który grzmoci laski na lewo i prawo, mając żonę, pajacował w kościele i udawał jaki to on świętojebliwy.
Po ślubie oczywiście było wesele. Chociaż ochota na zabawę pryskała gdy siedziało się przy jednym stoliku z żoną Kosmatego i mężem Zezowatego widząc ich smutne minu. Smutne dlatego, że gdy Feli ruszył z Zezowatym Śzczęściem w tany to tyle ich widziano. Pieć tańców z podwładną, jeden z żoną. W końcu żona Feliego się popłakała, bo domysliła się o co chodzi. Z kolei mąż Zezowatego Szczęście siedział jak zbity pies. W końcu najzwyczajniej się wkurwił i wyszedł. Zezowate Szczęście pobiegło z nim. A, że chłopu jaj brakowało, to wrócił.
Niedługo potem miała się odbyć impreza urodzinowa gazety.
Zezowate Szczęście nigdy wcześniej nie jeździło na takie imprezy, ale teraz przecież miało do kogo i po co jechać.
I tu znów przekonujemy się o tym, że Zezowate Szczęście cieszyło się większymi przywilejami niż pozostała część nadmorskiego oddziału.
- Chłopaki wy pojedziecie jak zwykle busem i sobie wrócicie, a dla Zezowatego Szczęścia, Kosmaty Feli kazał mi zamówić pokój w hotelu – powiedział ulubiony, chudziutki piesek Kosmatego Feliego.
Impreza się nie odbyła, bo zmarło się słynnemu felietoniście, a z drugiej strony ludzie nie mieli ochoty jechać, bo akurat był to czas obniżek pensji i wyrzucania z pracy “najsłabszych”.
Krótkoręki Ptaszek dopiero gdy zaczął mu się palić grunt pod nogami, odwarzył sie poruszyc temat romansu Zezowatego Szczęścia z Kosmatym Felim. Okazało się bowiem, że Krótkorękiemu Ptaszkowi ucinają kasę z około 6 kołek spadło mu kilka stówek.
Było jakoś przed wszystkimi świętymi. Zezowate Szczęście wzięło dzień urlopu.
Wtedy właśnie do redakcji zawitał Kosmaty Feli. Był wyjątkowo krótko. Jego
wizyta trwała może z 15 minut. Podsunał Krótkorękiemu Ptaszkowi kilka kwitów do podpisania, uspokoił chłopaków, że roboty nie stracą i dał nogę.
Gdy zamkneły się za nim drzwi ktoś rzucił – Pewnie teraz do Zezowatego Szczęścia na ruchanie pojedzie.
- Pewnie tak – odpowiedział smutny Krótkoręki Ptaszek i zapytał. -
Czy ty masz tego maila co Feli pisał do Zezowatego Szczęścia.
- Oczywiście, że mam – odpowiedział lojalny współpracownik.
- To dobrze. Trzymaj go, bo może się niedługo przydać – powiedział Krótkoręki Ptaszek.
Na tarasie Krótkoręki Ptaszek nerwowo paląc papierosa powiedział jeszcze w rozmowie z kimś.
- On na pewno ma tego maila od Feliego? To dobrze. Pamiętajcie o kolegach.
A, czy Krótkoręki Ptaszek pamiętał o swoich “kolegach”? Tylko wtedy na balkonie, jak mu jego ukochany Feli odebrał pieniądze.

Jak potoczyły się dalesze losy Zezowatego Szczęścia i Kosmatego Feliego? Czy krakowski żigolo jest ojcem jej dziecka? Dlaczego w ciągu miesiąca odeszło z najlepszego oddziału ponad połowa pracowników?

O tym dowiecie się w trzeciej i ostatniej części .

Pozdrawiam
Lain

Grudzień 28 2010

Wigilijna opowieść (na Fakcie)

Taggi : , , ,

Redaktor Franek Robert (Franek to imię, Robert to nazwisko – jak ogłaszał w komunikacie w swojej komórce) usiadł ciężko w fotelu. Był naprawdę zmęczony. Cały długi tydzień użerania się z tą hałastrą. Koszmar! Bałwany nie potrafią słowa złożyć po polsku i on musi pilnować, żeby ta cała maszyneria kręciła się, jak należy! Taka rola to wielka misja, ale bywa to męczące.

Chociażby dziś – ten gamoń z Krakowa znowu pomylił osobę podejrzewaną z obobą podejrzaną i zarzuty z aktem oskarżenia! I znowu musiał wkroczyć red. Franek Robert i zrobić porządek. I znowu okazało się, że fota podejrzanego to zdjątko faceta z ulicy! Redaktor Robert schował twarz w dłoniach. Czuł się bardzo zmęczony.

Jeszcze ta głupia Anka z Gliwic! Przegięła maksymalnie! On jej pisał o niewątpliwych walorach jej muszelki, a ta pinda zaczęła pyszczyć o jakimś wykorzystywaniu seksualnym! Boże, co za czasy! Kiedyś starczyło takiej psiucie z Wólki Wielkiej czy innego Poznania napisać, że może ją weźmie do Warszawy na redaktorkę i było jechane! Teraz smarkula zaczyna bredzić coś o prawach człowieka, o godności itd… „Kryzys kurwa we wszystkim” westchnął red. Robert. Podszedł do szafki, wyciągnął butelczynę z brązowawym trunkiem. Nalał pełną szklankę, wypił wszystko duszkiem. Potem jeszcze raz…

Z odrętwienia obudził go czyjś głos, wymawiający głośno jego imię i nazwisko.

– O co chodzi?! Kto pani pozwolił wchodzić bez pukania do mojego gabinetu?! Ja wezwę ochronę, ja… – głos uwiązł mu w krtani.

Kobieta stojąca w gabinecie patrzyła na niego badawczo. Wiało od niej chłodem. Redaktor Robert czuł wszystkimi zmysłami, że nie jest w stanie na nią krzyczeć. Nie może jej zmusić do czegokolwiek. Poczucie bezsilności sprawiało, że miotała nim na przemian furia i dziki, zwierzęcy strach. Te czarne, świdrujące oczy… Kim u licha była ta baba?!

- Wiesz, kim jestem. Przyjdę po ciebie równo za rok. A teraz zabieram cię na spacer – głos otulonej w ciemną pelerynę kobiety powiał lodowatym chłodem.

Red. Robert zobaczył rozpadającą się chatę nad jeziorem. Podszedł do okna. W izbie, przy ledwo tlącym się kominku, siedziała matka i dwóch synów. Wszyscy mieli posępne, zamyślone twarze.

- Zapamiętajcie ojca, jako porządnego człowieka. On chciał, żebyśmy mieli co jeść – głos kobiety był ledwo słyszalny, załamywał się. Zapadła głucha cisza. Młodzi chłopcy tępo patrzyli w ledwo tlący się ogień. Starszy mógł mieć 16 lat, młodszy – około 10.

- To po cholerę mówił Faktowi, że mamy jezioro wódki?! Czy on na głowę upadł?! – nie wytrzymał starszy.

- Przecież sam wiesz, że nie mieliśmy pracy. A ten redaktorek dawał stówę. To dużo pieniędzy – tłumaczyła beznamiętnie matka.

- A w dupę niech sobie wsadzi te pieniądze! Ja teraz nie mam taty! – rozpłakał się młodszy z synów.

Red. Robert rozejrzał się niespokojnie. Tajemnicza pani stała o kilka kroków od niego.

- O co im chodzi? Przecież dostali kasę – wyszeptał redaktor.

- Stali się pośmiewiskiem całej okolicy. Nie wiedziałeś o tym? Ojciec tych dzieci szukał pracy, gdzie tylko mógł. I wszędzie wyśmiewali go, że może sprzedawać wódkę ze swojego jeziora. Nie wytrzymał tego i powiesił się. Pamiętasz, kto wysyłał dziennikarza do tej rodziny? Kto wymyślił ten temat? – pytania kobiety smagały, niczym bicz.

Malutkie mieszkanko w bloku. Przy stole siedzi mężczyzna w średnim wieku. Pije wódkę. Pierwszy kieliszek, drugi, kolejny…  Red. Robert zna jego twarz. Skąd? Nie pamięta… Chociaż… Zaraz, zaraz. Czy to nie jest ten pedofil z Łodzi? Ten, co go wypirdzielili z pracy po artykule w Fakcie? Tak, to on…

- Co on robi, czy jego porąbało?! Dlaczego on staje w oknie?! – red. Robert pyta tajemniczą panią.

- Bo zrobiliście z niego bydlaka w milionie egzemplarzy. Zdradzę ci, że za tydzień policja złapie prawdziwego pedofila… Ale to będzie dopiero za tydzień. Za długo, aby czekać na newsa – głos tajemniczej pani zabrzmiał szyderczo.

- Co on robi?! Kurwa, człowieku! Poczekaj tydzień! Pomyliliśmy się! Sorki! No kurwa nie wydziwiaj, co ty robisz?! – krzyczał red. Robert w zapamiętaniu.

- On cię nie słyszy. Nie zmienisz biegu zdarzeń – szepnęła tajemnicza pani.

Domek w podwarszawskiej wsi. W drzwiach staje młody chłopak z rozwichrzonymi włosami. Nieprzytomnym wzrokiem szuka kogoś w izbie. W końcu zobaczył młodziutką, przerażoną Anię, chowającą się za stołem.

- Ty kurwo jedna! To po toś do Warszawy jeździła, żebyś bachora przywiozła?! A coś mi przysięgała?! – młodzieniec krzyczał w zapamiętaniu.

- Antek, wybacz! To nie moja wina! To ten gnojek Robert mnie zgwałcił! Kto by uwierzył, że nie chciałam?! – dziewczyna zaczęła płakać.

Red. Robert rozejrzał się niespokojnie. Natrafił na stalowy wzrok tajemniczej pani. „To nieprawda” – wyszeptał chrapliwie.

- Ty wiesz, jak było naprawdę. I ja też wiem – odparła.

- Ja mam naprawdę dobre strony! Takiego Malinowskiego ostatnio zatrudniłem. On mnie wychwala pod niebiosa za robotę – rzucił red. Robert.

- Naprawdę tak myślisz? – rzuciła drwiąco tajemnicza pani.

I red. Robert zobaczył mały, wynajmowany pokoik świeżo upieczonego redaktora Malinowskiego. On właśnie rozmawiał z żoną.

- I co, dali ci robotę? – pyta kobieta.

- Dostałem, ale ten skurwiel dał mi 1,5 tys. na rękę – rzucił zdenerwowany Malinowski.

- To gnojek! Niechby sam spróbował przeżyć za te pieniądze! Ale nie zaprzątajmy sobie głowy gnidami. Siadaj do Wigilii. Przygotowałam ją specjalnie dla ciebie. Red. Robert niech ma własne piekiełko… – skwitowała kobieta.

Red. Robert popatrzył na tajemniczą panią. Chciał coś powiedzieć, ale słowa nie chciały popłynąć. Zobaczył inny świat. Taki, którego istnienia nawet się nie spodziewał. Westchnął i… zapłakał…

Następnego dnia obudził się przed piątą. Nie mógł doczekać się początku pracy. Podszedł do recepcjonistki i… przeprosił ją. Napisał oświadczenie, że jest bydlakiem, który zgwałcił niewinną dziewczynę i teraz bierze na siebie cały ciężar odpowiedzialności. Czuł się lekko, podpisując taki cyrograf. Podszedł do Malinowskiego.

- Wiesz co, zaproponowałem ci za mało. Dostaniesz cztery tysie na rękę, to będzie OK.? – zapytał beztrosko.

Malinowski otworzył usta ze zdziwienia. Kiwnął potakująco głową, ale nie był w stanie przemówić. Kolegium redakcyjne. Redaktor Robert odrzucił dwa tematy z powodu zbyt słabych dowodów. Jeden polityk nie został alkoholikiem, pewna pani nie została cichodajką.

Po kolegium Red. Nacz. Wezwał red. Roberta do siebie. Porozmawiali. To. Co usłyszał, utwierdziło Red. Nacza. W decyzji.

- Stary, sorki, to nic prywatnego. Nie zatrudniliśmy cię tu, żebyś czuł i myślał. Na etacie kapo pracujesz, jako kapo, nie rozumiesz?! – wywrzaskiwał Red. Nacz.

A red. Robert nie rozumiał. I może dobrze… Stracił pracę w Fakcie, ale po raz pierwszy od wielu lat zaczął zerkać w lustro. I widział swoje odbicie…

Dawid

Grudzień 19 2010

Prezenty mało świąteczne

Taggi : , , , ,

prezesDostałem maila od Franka – byłego pracownika Faktu. Okazuje się, że kolejny grudzień upływa pod znakiem zwolnień i obniżek płac…

Franek to oczywiście pseudonim reportera zwolnionego jakiś czas temu. Pisze:

mnie tez obiecywano, ze jak skończy się kryzys, to będą podwyżki, a kiedy zwalniano – obiecywano nowy projekt (teraz też taki obiecują). Jednak już ogłoszono na zebraniu, że w marcu będą kolejne obniżki pensji, a potem zwolnienia.
Tyle, ze wylewają ludzi już teraz. Zwolniono wczoraj Marka Ignasiewicza (zajmował się sprawami PZPN), a szef sportu ruszył po Polsce… z misją zwalniania ludzi. Wyleciał Rafał Góral z Katowic, dzisiaj Wojtek Miller z Poznania. Regiony w strachu, gdzie teraz pojedzie Mariusz. Ja stawiam na Gdańsk.”
Tyle Franek… Powie ktoś, że prywatna spółka ma prawo samodzielnie decydować o zatrudnianiu, bądź zwalnianiu ludzi. Jak się jednak do tego mają niedawne wypowiedzi prezesa ASP o wypracowanych zyskach spółki? Propaganda sukcesu? Nie sądzę.
Prawda jest taka, że Fakt jest wydawany przez koncern niemiecki. Właścicieli zza Odry nie za bardzo obchodzą roszady personalne na kierowniczych stołkach. Liczy się tylko to, czy gazeta (a w zasadzie: czy polska córka ASP) osiąga odpowiedni zysk.
Inaczej mówiąc: polscy szefowie Faktu mają luzik, o ile zyski są stałe i przewidywalne. Każda wydana „niepotrzebnie” złotówka przybliża kierownictwo do sądnego dnia, kiedy to Niemcy powiedzą „sprawdzam”.
I nagle mogłoby się okazać, że według właścicieli polskie naczalstwo spółki i gazety zarabia zbyt dużo. To byłoby mało przyjemne. To kierownictwo musiałoby zacisnąć pasa, a po co to robić? Nagle pan prezes musiałby pocieszyć się pięciocyfrową wypłatą, Grzegorz J. z 80 tys. zszedłby na 40, a Robercik miast 25 tys. dostałby zapomogę w postaci dyszki… Wizja wręcz katastroficzna…
To dlatego właśnie, z powodu strachu przed obudzeniem się niemieckich właścicieli, polskie kierownictwo maksymalnie winduje zyski. Byle kilka punktów przybyło i będzie spokój. Dlatego z redakcji wylatują ludzie z tzw „pierwszej linii”. Zastąpią ich tańsi, bardziej dyspozycyjni ludzie z ulicy. Wilczy kapitalizm w najbardziej prymitywnej postaci. Coś, jak w reymontowskiej „Ziemi obiecanej”.
O krótkowzroczności takiej polityki kadrowej pisałem już wiele razy. To się będzie mścić – choćby brakiem fachowości tej „pierwszej linii” i nieuniknionymi procesami sądowymi. Na dłuższą metę to samobij, strzał w stopę. Na krótszą jednak wystarcza – jeszcze kilka lat szefowie spółki i redakcji będą pobierać gigantyczne wynagrodzenia. Przygotują sobie miękkie lądowanie na czas, kiedy te pseudooszczędności okażą się zbyt kosztowne.
Ten chocholi taniec będzie trwał. Pobudkę mogą zagrać tylko prawdziwe, bezkompromisowe związki zawodowe. Takie, które powiedzą panom prezesom „NIE”. Zamiast obniżek płac szeregowych pracowników o 5 czy 10 procent zażądają obniżki pensji pana prezesa o pół proc. I wyjdzie na to samo

Dawid

Październik 28 2010

Fakt okrada swoich

Taggi : , , , ,

zlodziejPublikujemy list obecnego dziennikarza „Faktu”. Bez komentarza – bo takowego nie trzeba. Mail mówi wszystko o polityce personalnej, o podejściu władz koncernu ASP do swoich własnych pracowników. Jedna dygresja – czy oni (w rozumieniu: władze ASP) są tak zadufani w sobie, czy może po prostu… mądrzy inaczej?

Dawid

W Fakcie zapowiedziano właśnie redukcję wynagrodzeń. Od stycznia mamy zarabiać mniej. Bo wydawnictwo chce redukować koszty. A co jest tego przyczyną? Chyba tylko pazerność prezesa lub niemieckiego właściciela. Bo jak czytam w Wirtualnych Mediach: „dzienniki z czołówki zarobiły z reklam więcej niż rok wcześniej: „Fakt” (Axel Springer Polska) o 17,5 proc., „Polska The Times” (Polskapresse) o 12,6 proc., „Metro” (Agora) o 9,4 proc., a „Rzeczpospolita” (Presspublica) o 5,6 proc.”.  I jeszcze pamiętny list prezesa do pracowników Axela z początku roku, że firma odnotowała rekordowe zyski.

No to co jest do cholery. Pasibrzuchy z Axela zarobią kolejny milion więcej a my dostaniemy po dupie. Wielka szkoda, że nie mamy związków zawodowych. Sytuacja wręcz wymarzona do podjęcia strajku. Namawiam wszystkich na strajk. Po prostu nie będziemy nic pisać przez kilka dni. Ale wszyscy. Tylko czy to się uda….Bo przecież jak ktoś zarabia 15 tys na miesiąc i mu obetną 10 proc to będzie zarabiał 13500 i tak to kupa szmalu a jak ktoś dostaje 2000 i dostanie 1800 to zupełnie inne 10 procent. Więc syty głodnego pewnie nie zrozumie. W Polsce pojawiła się wilka konieczność założenia związków zawodowych. Wielka.

Lipiec 06 2010

Informator z Axel Springer

Taggi : , , , , ,

Anety Rostkowskiej ciąg dalszy, czyli Aneta Rostkowska i Żelisław Żyżyński RAZEM!

Chłopak z Axel Springer Ponad tydzień temu rozpoczęła się kolejka meczy fazy grupowej LŚ rozgrywanych w Polsce. Do boju ruszyła nie tylko nasza reprezentacja, ale również Aneta Rostkowska i Żelisław Żyżyński z Axel Springer. Co łączy obydwie osoby?

Korytarze hal sportowych kryją wiele mrocznych tajemnic…
Zacznijmy od tego, że nie tylko Pani Rostkowska jest obecna na każdym meczu naszej reprezentacji. My również uczestniczymy w każdym meczu zarówno w kraju jak i zagranicą. Zwracamy baczną uwagę nie tylko na zdarzenia jakie rozgrywają się na boisku i w jego obrębie, ale również poza jego granicami. A poza obszarem boiska dzieje się bardzo wiele…

I tak od dłuższego czasu obserwujemy “dziwne” zjawisko. A mianowicie, w czasie przerw między setami Aneta Rostkowska przechadza się bocznymi korytarzami hal sportowych w towarzystwie Żelisława Żyżyńskiego z Axel Springer. Chcieliśmy wiedzieć od jak dawna ta sytuacja ma miejsce wobec powyższego odbyliśmy rozmowy z osobami, które bezpośrednio pracują “przy meczach” z zapytaniem: czy Rostkowska “spacerowała” wraz z Żyżyńskim po korytarzach już w ubiegłym roku. Otrzymaliśmy odpowiedź twierdzącą.

Czy jest to jedyne miejsce spotkań “naszej pary”? Gdzie indzie jeszcze się spotykają? Czy podczas spacerów bocznymi korytarzami lub będąc w Biurach Organizatora (sam-na-sam) zgłębiają tajniki gry siatkarskiej albo dyskutują na temat poziomu gry obu zespołów? Jest to mało prawdopodobne. Staje się jasne dlaczego dziennikarze zadają sportowcom pytania określonej treści.
Kolejnym powodem, dla którego zachowanie wspomnianej “pary” budzi zastrzeżenia jest historia Marka Brandta – kierownika kadry Reprezentacji Polski siatkarzy. Przypomnijmy, że niniejszy Pan zasłynął ze sprzedawania intymnych zdjęć siatkarek do dzienników “Fakt” oraz “Super Express”, jak również dopuścił się przekrętów finansowych za co został wyrzucony przez trenera Niemczyka i Bonittę.

Stawiamy zatem pytanie: Czyżby Axel Springer zwerbował kolejnego agenta, a konkretniej agentkę do przekazywania poufnych informacji dotyczących świata siatkarskiego?

Skoro Brandt został demaskowany i wywalony z hukiem, jest rzeczą oczywistą, że Axel Springer musiał pozyskać nowego informatora, takiego który nie będzie wzbudzał żadnych podejrzeń. Dlatego też nie bez kozery zamieszczamy zdjęcie Anety Rostkowskiej w towarzystwie Doroty Świeniewicz (partnerki życiowej Marka Brandta), które zostało zrobione w kwietniu 2009 roku. Czy to zwykły przypadek? Pomoc obustronna i korzyści obustronne. O prawdziwość zarzutów wobec osoby Marka Brandta wystarczy zapytać trenera Niemczyka jak i Bonittę, jak również siatkarek, które odmówiły współpracy z Brandtem.

rost+swien

Znów rodzą się pytania: Co naprawdę chce osiągnąć fundacja, której obroty za ubiegły rok wynoszą 7.500 PLN? Jakie korzyści i przywileje obiecał Żyżyński Rostkowskiej za współpracę? Jakie informacje przekazuje Żyżyńskiemu Rostkowska? O tym wszystkim przekonamy się już wkrótce…

Jakub Tredelewicz

W imieniu całej redakcji składam ogromne podziękowania dla Siatkarzy i Siatkarek jak również dla pozostałych sportowców i innych osób, które angażują się w działalność charytatywną. Bardzo się cieszymy, że pomagają osobom potrzebującym. Uważamy, że warto jest pomagać i że trzeba pomagać innym – nie tylko chorym, ale również zdrowym, biednym, zdolnym, bogatym – wszystkim, jeżeli są takie możliwości i jeżeli wymaga tego sytuacja.

Dlatego też zwracamy się do Siatkarzy i Siatkarek jak również innych grup sportowców z ogromną prośbą, aby wzięli udział w pozostałych kampaniach społecznych i odwiedzili np. ośrodki opieki paliatywnej i hospicja, w których przebywają osoby znajdujące się w terminalnym stadium choroby, nie mający żadnych szans na wyzdrowienie. Głęboko ufamy i wierzymy, że Siatkarze i Siatkarki jak i pozostałe grupy sportowców zorganizują i zaangażują się w nasz apel i odwiedzą choćby jeden tego typu ośrodek czy placówkę, a także wezmą udział w akcjach mających na celu uwrażliwienie społeczne.

W imieniu całej redakcji – Jakub Tredelewicz

dziennik fakt

Walka Dawida z Goliatem...

Utwór prześmiewczo-dożynkowy

Historia pewnej prowokacji...

dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt dziennik fakt

Cały tekst możecie przeczytać: w tym wpisie

Muzyczna wersja Historii pewnej prowokacji: TUTAJ
Zagraj sam Historię pewnej prowokacji - słowa i chwyty gitarowe TUTAJ

PADALEC ROKU – czyli oszukali przy honorarium

Ranking oszustów medialnych – szczegóły: TUTAJ